Patrząc na prace znanego czeskiego artysty, Davida Cernego, nieraz usiłowałam sobie wyobrazić, jakby to było, gdyby któraś z jego rzeźb stanęła na jednej z polskich ulic. Na przykład w Warszawie, na Krakowskim Przedmieściu. Gdyby zamiast tego posmoleńskiego krzyża postawić tam figurę mężczyzny z odbytem zamiast twarzy, albo wielką dłoń z wystawionym do góry środkowym palcem? Co by wtedy było? Zapewne byłby szok. Byłby skandal, spekulacje na temat rosyjskiej prowokacji, a zgorszone społeczeństwo domagałoby się spalenia Cernego na stosie, wraz z jego rzeźbami. Taki mamy naród. Jednak to te właśnie, wymienione wyżej dzieła Cernego, a także wiele wiele innych, równie ciekawych rzeźb, to dziś wizytówki Czech, bardziej oblegane niż Hradczany czy Most Karola. Jeżeli kiedykolwiek będziecie w Pradze, koniecznie wybierzcie się na spacer śladami dzieł Cernego. Ja najbardziej lubię rzeźbę przedstawiającą mężczyzn nonszalancko sikających do sadzawki w kształcie mapy Republiki Czeskiej, stojącą przed Muzeum Kafki w Małej Stranie. Widok dla niektórych obrazoburczy, ale ta praca chyba najbardziej oddaje ducha czeskiej mentalności. Bo pomiędzy Czechami i Polakami istnieje ideologiczna przepaść - podczas gdy my bijemy się w pierś, unosimy dumą, bronimy Boga, honoru i ojczyzny, oni na wszystko leją i mają wszystko dupie...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 14 czerwca 2015
Zrób sobie raj
Etykiety:
ateizm,
Czechy,
David Cerny,
filozofia,
książka,
książki,
kultura,
literatura,
Mariusz Szczygieł,
podróże,
Praga,
recenzja,
religia,
socjologia,
społeczeństwo,
wiara
niedziela, 29 czerwca 2014
Pocztówki z przeszłości
Wystarczy jeden impuls, żebym znów przed oczami miała krajobraz minionych
wakacji, pojedyncze sceny z dziecięcych podróży w głąb wyobraźni, turkoczący
pociąg, którym uciekałam gdzieś daleko. Wystarczy zapach, który utkwił mi
kiedyś w pamięci, autobus tak rozklekotany, jak ten, który wiózł mnie kiedyś
nad morze, albo muzyka, która przy akompaniamencie morskich fal, leczyła mój
skołatany umysł. Wystarczy jeden z tych elementów dźwiękowych, bądź wizualnych
i wszystko wraca – mam przed oczami film zmontowany z najbardziej niezwykłych
momentów mojego życia. Dlatego pewnie prawie w ogóle nie robię zdjęć.
piątek, 6 czerwca 2014
Mała Moskwa
Każdy, kto choć raz dał się ponieść pasjonującej książce, wie co mam na myśli, mówiąc o literackich podróżach. Zamykam oczy i jestem tam - stoję obok bohaterów, wyciągam rękę i dotykam wszystkiego, co ich otacza. Mam przed oczami ulice, budynki i panoramę miasta. Czuję zapachy, słyszę dźwięki, widzę twarze przechodniów. Trudno powiedzieć, czy to czar opisów, czy moja wyobraźnia. Magia tego zjawiska polega na tym, że w rzeczywistości nigdy nie byłam w żadnym z tych miejsc. A jednak niektóre z nich wyjątkowo zapadły mi w pamięć.
poniedziałek, 2 września 2013
Going green
Jesteś tym, co jesz - to oklepane hasło autorstwa doktor Gillian McKeith wbrew pozorom kryje w sobie dużo prawdy. Nie jestem fanką literatury pani McKeith, ani w ogóle żadnych dietetyków którzy w swoich kolejnych fenomenalnych książkach nawołują do zamykania lodówek na cztery spusty, detoksów, głodówek czy też - o zgrozo - dietetycznych posiłków w proszku. W świecie dietetyki dzieją się straszne rzeczy, a my zapłacimy za to wkrótce... Żyjemy w czasach skrajności - z jednej strony naukowcy grożą nam palcem, pokazując mrożące krew w żyłach statystyki, obnażające skutki obżarstwa, otyłości i spustoszeń, jakie w naszych organizmach wywołuje wysoko przetworzone jedzenie. Z drugiej strony, 90% codziennie spożywanych przez nas produktów to żywność konserwowana, utrwalana, sztuczne zagęszczona i ulepszona, naszpikowana konserwantami... Pytacie, co z tego, skoro dobrze smakuje i nie trzeba się męczyć, żeby ją zdobyć? Cofnijmy się do początku - Jesteś tym, co jesz...
niedziela, 1 września 2013
Pocztówka z wakacji
Drogi M,
Lato dobiega końca i jak co roku coś we mnie krzyczy, żeby zatrzymać i zachować na zimowe, chłodne dni jakąś malutką cząstkę wakacyjnego klimatu. W feworze zajęć i obowiązków lato minęło mi niepostrzeżenie. Mimo to mój kalendarz nadal twierdzi, że jest lipiec, na komodzie leżą słomkowe kapelusze, a biurko tonie w oceanie zdjęć, książek i typowo letniej biżuterii. Tu czas się zatrzymał. W kuchni stygną naleśniki z malinami, w oknie promienie słoneczne tańczą na firance. Jest lato, jeszcze trochę go zostało. Powtarzam to za każdym razem, gdy ktoś każe mi założyć sweter. Jesień? Kiedy? Już?! Nie, nie przyjmuję tego do wiadomości.
poniedziałek, 12 sierpnia 2013
Surprise me city!
niedziela, 21 lipca 2013
Podróże do wnętrza siebie
Uwielbiam podróżować. Żeby od razu rozwiać wszelkie domysły na temat moich turystycznych podbojów, przyznam się wprost - nie było ich zbyt wiele. Nie jestem podróżnikiem, ani nawet zapaloną turystką. W przeciwieństwie do większości znanych mi osób, ja zawsze podróżuję po coś, a nie przy okazji. Muszę mieć pretekst, albo bardzo ważny powód. Ponieważ generalnie reprezentuję typ osadniczy, nie szukam szczęścia na drugim końcu świata, bo poza drobnymi mankamentami, moje własne, lokalne szczęście w zupełności mi odpowiada. Czasem jednak coś się dzieje, albo właśnie nie dzieje się nic i nagle pod wpływem dziwnego impulsu pakuję torbę i ruszam przed siebie.
poniedziałek, 16 lipca 2012
Pan Parasolnik i szorty
czwartek, 5 kwietnia 2012
Subskrybuj:
Posty (Atom)








