wtorek, 8 maja 2018

Manekin też człowiek...


Utwór Brunona Jasieńskiego na pierwszy rzut oka przypomina fabułę mrożącego krew w żyłach horroru. Oto pewnej nocy, w paryskim atelier grupka manekinów ożywa i urządza sobie huczną imprezę. Sekret ich podwójnego życia jest pilnie strzeżony, więc jeżeli jakiś natrętny ludzki intruz niespodziewanie odkryje ich potajemny bal, należy go czem prędzej... zgładzić. Wbrew pozorom, sztuce Jasieńskiego daleko do makabrycznych koszmarów. Wystarczy dokładniej zagłębić się w tę nietypową i zaskakującą historię, żeby przekonać się, że w rzeczywistości jest strasznie... śmieszna. 

Pomysłodawcą owej, bardzo oryginalnej i przezabawnej opowieści był Bruno Jasieński - poeta, prozaik i dramaturg, współtwórca polskiego futuryzmu i przedstawiciel polskiej awangardy międzywojennej. "Bal manekinów" napisał Jasieński w latach trzydziestych, przebywając wówczas w Paryżu - niedziwne zatem, że tam właśnie umieścił fabułę swego dzieła. Choć sztuka wydaje się być przyjemną bajką, która dostarcza widzom wiele śmiechu, w rzeczywistości jest to także ważny tekst piętnujący mroczne mechanizmy polityki, zakłamanie i fałsz działaczy partyjnych, a także ich słabość, przekupność i brak jakichkolwiek wartości moralnych.

Obecność manekinów nie jest w tym utworze przypadkowa. W zestawieniu z ludźmi, te plastikowe figurki wydają się mieć więcej serca i empatii, niż ich pierwowzory z krwi i kości. Oto brutalna i wstrząsająca prawda - coraz mniej w ludziach człowieczeństwa, coraz bardziej upodabniają się oni do bezwolnych kukiełek, podatnych na wpływy i liczne pokusy materialne. Wspaniale, że Jerzy Stuhr sięgnął po tak trafny utwór, pełen zawoalowanych aluzji i wiele mówiącej symboliki, którą śmiało możemy odnieść do otaczającej nas rzeczywistości. Choć sztuka pełni funkcję ważnego w dzisiejszych czasach moralitetu, jest także wspaniałym scenicznym widowiskiem, w którym odnajdziemy elementy farsy, taniec i pantomimę. Spektakl wystawiany przez Stuhra na scenie warszawskiego Och-Teatru to brawurowo zagrane, niezwykle barwne przedstawienie, będące nie tylko źródłem głębokich refleksji, ale także okazją do wyśmienitej zabawy. 




Rzecz się dzieje w pewien karnawałowy wieczór. W paryskim butiku, z dala od wścibskich ludzkich spojrzeń ma miejsce rzecz niesłychana. Sklepowe manekiny ożywają, żeby w tę jedną noc poczuć się jak ludzkie istoty - rozprostować zastane kończyny, poruszać się, pośmiać, potańczyć. Przyzwyczajone do smutnej, monotonnej egzystencji, do dźwigania na swych plastikowych barkach ciężkich zwojów najróżniejszych materiałów, napawają się wolnością i nieograniczoną swobodą ruchów. Przyglądając się na co dzień ludziom i ich zwyczajom, pragną tego samego - szalonej, typowo ludzkiej zabawy. A skoro to karnawał, to przecież nic nie stoi na przeszkodzie, by urządzić sobie bal...

Szampańską zabawę przerywa pewien nieźle "napruty" jegomość (Maciej Stuhr), który najwyraźniej pomylił imprezy i nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności trafił w sam środek manekinowej fiesty. Ponieważ potajemne życie plastikowych istot to absolutne tabu, intruza należy jak najszybciej zlikwidować, żeby nie zdradził światu ich sekretu. Egzekucja przebiega bardzo sprawnie - w jednej chwili delikwent zostaje pozbawiony głowy i już, problem rozwiązany. Czyżby?




Głowa intruza okazuje się cennym nabytkiem - z taką ludzką twarzą można przecież przedostać się do świata ludzi, przyjrzeć się z bliska ich życiu i doświadczyć tych wszystkich atrakcji i przyjemności, które im na co dzień towarzyszą. W międzyczasie okazuje się, że ów zabity nieszczęśnik był politykiem i zmierzał właśnie na jakąś ważną imprezę. Perspektywa pojawienia się wśród ludzkich dygnitarzy wydaje się być tak bardzo kusząca, że jeden z manekinów postanawia wcielić ten ryzykowny plan w życie. Niewiele myśląc, montuje sobie na szyi ludzką łepetynę i rusza na bal, na podbój człowieczych salonów. Choć początkowo udając posła, kukiełka bawi się wśród ludzi znakomicie, to jednak szybko pozbywa się złudzeń. Wkrótce, wyniku licznych nieporozumień i pomyłek nasz biedny manekin przekona się, że ludzkie życie pełne jest sztuczności, fałszu i kłamstw. 

I tu właśnie dochodzimy do sedna sprawy, bowiem kwintesencją sztuki Jasieńskiego było ukazanie ciemnego oblicza świata polityki. Goście, których bohater spotyka na przyjęciu, to ludzie pozbawieni kręgosłupa moralnego, nastawieni jedynie na zysk i szereg własnych korzyści. Manekin podszywający się pod posła Ribandela staje się narzędziem, dzięki któremu każdy z dygnitarzy chce osiągnąć swój cel. Pod maską serdecznych, gościnnych przyjaciół skrywają się podłe oblicza ludzi, których nie interesuje dobro ogółu, którzy, żeby zrealizować swój niecny plan, nie cofną się przed niczym. Uderzające, jak trafnie zestawił Jasieński ze sobą ludzi i manekiny. Choć z założenia człowiek reprezentuje wszystkie cechy istoty żyjącej, w historii tej nietrudno zauważyć, że na tle polityków - dwulicowych, przekupnych marionetek - nasz nieszczęsny manekin wydaje się mieć zdecydowanie bardziej ludzką twarz...




Spektakl to wielkie, niezwykle barwne show, gdzie na pierwszym planie króluje niepodzielnie fantastyczny Maciej Stuhr. Aktor zmierzył się z nie lada wyzwaniem - jego postać w jednej chwili z człowieka przeistacza się w kukłę, która, choć porusza się i mówi, czyni to w sposób mechaniczny i nienaturalny. Stuhr podołał temu zadaniu brawurowo - zagrał z niezwykłą lekkością i swobodą. W każdej ze scen prezentował się tak przekonująco i wiarygodnie, jakby rolę manekina ćwiczył od lat. 

Spektakl podzielony jest na dwie części, z których pierwsza ma miejsce w pracowni krawieckiej podczas tytułowego balu manekinów, a druga dzieje się na przyjęciu u wysoko postawionych prominentów. Choć każda ze scen rozgrywa się w dynamiczny, bardzo interesujący sposób, ciekawsza wizualnie jest ta druga część, gdzie w olśniewającej blaskiem sali balowej snują się po parkiecie stylowo ubrane damy, a nasz bohater manewruje pomiędzy całym tym eleganckim towarzystwem. Również rola Stuhra nabiera w tym momencie rozpędu i wydaje się być zdecydowanie bardziej intrygująca. Aktor od początku do końca bawi się lekką, przezabawną konwencją, w której czuje się nad wyraz dobrze. 



Dawno nie widziałam sztuki tak zdumiewająco abstrakcyjnej, a jednocześnie tak bardzo prawdziwej. Choć bajka o tańcujących manekinach na pierwszy rzut oka wydaje się być jedynie niewinną farsą, treść tego utworu ma w sobie głęboko ukryty, bardzo poruszający przekaz. Jasieński wziął pod lupę zmienność ludzkiej natury i udowodnił, jak wielkie podobieństwo łączy słabego moralnie człowieka i bezwolną kukiełkę. A może raczej - jak bardzo ludzki wydaje się być zwykły manekin w zestawieniu z okrutnym, pozbawionym skrupułów zachowaniem niektórych przedstawicieli ludzkiego gatunku. Spektakl Jerzego Stuhra na deskach Och-Teatru to istny majstersztyk - lekka i przyjemna farsa z ważnym przesłaniem, które każdego z nas powinno skłonić do refleksji, jak wiele pozostało w ludziach ludzi i dlaczego tak mało...



zdjęcia, materiały - Och-Teatr/ Fundacja Krystyny Jandy na Rzecz Kultury

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz