Grochów to nie tylko miejsce na mapie Warszawy - to także pewien określony styl życia, sposób myślenia i odwieczne pragnienie niezależności, które czynią z mieszkańców tej strony Wisły ludzi jedynych w swoim rodzaju. Wiem co mówię, bo podobnie jak Andrzej Stasiuk, wychowałam się w tych okolicach. Sentyment do miejsc, które były świadkami moich dziecięcych perypetii sprawił, że opowiadanie Grochów Stasiuka zyskało szczególne miejsce w moim sercu. Autor wspomina w nim, jak w otoczeniu Garwolińskiej, Makowskiej i Olszynki dorastał, snuł śmiałe plany na przyszłość, doświadczał pierwszych radości i pierwszych rozczarowań. Tu się wszystko zaczęło i tu zakończył się też pewien etap jego życia. Grochów stał się wreszcie miejscem symbolicznego pożegnania - nie tylko z dzieciństwem i młodzieńczą beztroską, ale także z przyjacielem, który stanowił nieodłączny element tej praskiej mozaiki...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agnieszka Glińska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agnieszka Glińska. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 29 października 2019
czwartek, 20 czerwca 2019
Panom dziękujemy. "Panny z Wilka" w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie
Panny z Wilka, podobnie jak pozostałe opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza, mają w sobie ten trudno uchwytny, nostalgiczny czar, który trudno opisać słowami. Jeżeli mieliście do czynienia z twórczością tego pisarza albo widzieliście choć jedną ekranizację jego dzieł, z pewnością wiecie, co mam na myśli. Nie na darmo Iwaszkiewicza porównuje się do Prousta - każdy z nich zdumiewająco trafnie opisywał kwestie związane z przemijaniem, śmiercią i dojmującym poczuciem straty. Wszystko to można odnaleźć w Pannach z Wilka - niezwykle klimatycznym, intymnym opowiadaniu, uznawanym za polemikę ze słynnym proustowskim arcydziełem W poszukiwaniu straconego czasu. Gorzką historię Wiktora Rubena i sześciu sióstr z majątku Wilko przeniosła niedawno na scenę Starego Teatru w Krakowie reżyserka, Agnieszka Glińska.
piątek, 19 października 2018
Na krawędzi mostu
Może byłam naiwna, ale nie od razu zauważyłam, że Eddie czuje do siostrzenicy swojej żony coś więcej, niż troskę. Wydawało mi się, że jego nieznoszący sprzeciwu, dyktatorski ton to wyraz ojcowskiej miłości, jaką obdarzył Catherine po śmierci jej matki. Coraz większa kontrola Eddiego była w moich oczach czymś niepokojącym, ale z drugiej strony, który rodzic nie kontroluje swojego dorastającego dziecka? Nie widziałam tej namiętności i pozostali bohaterowie sztuki też chyba nie widzieli. Albo nie chcieli jej widzieć. Dlatego jej wybuch i wszystko, do czego doprowadziła, wydał mi się tak wielkim szokiem. Ale od początku...
Etykiety:
Agnieszka Glińska,
Arthur Miller,
dramat,
dramat psychologiczny,
opinie,
premiera,
psychologia,
recenzja,
rodzina,
spektakl,
sztuka,
teatr,
Teatr Dramatyczny
Subskrybuj:
Posty (Atom)


