piątek, 15 marca 2019

Miłość niejedno ma imię...



Co za dużo, to nie zdrowo... Ta jakże uniwersalna zasada doskonale sprawdza się w odniesieniu do związków międzyludzkich - szczególnie takich pogmatwanych i nierównych, jak znajomość Pawła i jego sąsiadki z piętra, Pani Anny Lewandowskiej. Początki ich relacji nie zapowiadały się zbyt obiecująco. Jeżeli czytaliście książkę Marcina Szczygielskiego "Berek" albo widzieliście pierwszą część spektaklu na motywach tej powieści, pewnie doskonale pamiętacie, że bohaterowie, poza wzajemną nienawiścią, nie mieli ze sobą zbyt wiele wspólnego. Minęło sporo czasu, zanim sąsiedzka wojna zakończyła się względnym pokojem. Jak to się stało, że młodego geja i zgorzkniałą, starszą kobietę o skłonnościach homofobicznych połączyła przyjaźń? Dodajmy, że nie taka wcale zwyczajna - nagle Pani Ania zaczęła przejawiać wobec Pawła nadmierną matczyną troskę, która okazała się równie męcząca, jak jej początkowa niechęć...

Oglądając sztukę "Berek, czyli upiór w moherze 2" w reż. Ewy Kasprzyk na scenie Teatru IMKA miałam poczucie, jakbym po latach spotkała dawno niewidzianego przyjaciela. Mam na myśli Marcina Szczygielskiego, autora książki "Berek", na motywach której powstała adaptacja teatralna. Doskonale pamiętam swój pierwszy kontakt z twórczością tego pisarza. Miałam 15 albo 16 lat, kiedy w moje ręce trafiła powieść "Nasturcje i ćwoki" - rozbrajająco szczera i potwornie śmieszna historia, określana przez autora mianem kryminału romantycznego. Faktycznie, jest tam wątek miłosny, trup w szafie chyba też (przyznaję, że nie do końca pamiętam ten wątek), ale najważniejszy w "Nasturcjach..." jest absurdalny humor, z jakim Szczygielski wyśmiewa dzisiejszą rzeczywistość. Podobnie jest z niemal każdą pozycją, która wyszła spod pióra tego pisarza. Najpopularniejsza z nich to oczywiście wspomniany wyżej "Berek" - absolutny hit, który w 2009 roku doczekał się scenicznej adaptacji w reż. Andrzeja Rozhina na deskach warszawskiego Teatru Kwadrat. 

Niestety, nie miałam okazji obejrzeć tej sztuki, nad czym bardzo ubolewam. Tytułową rolę w spektaklu zagrała Ewa Kasprzyk, w Pawła wcielił się wówczas Paweł Małaszyński, postać Małgosi, córki Anny grały na zmianę Ilona Chojnowska, Magdalena Lamparska i Marta Żmuda Trzebiatowska, a z rolą Wojtka, partnera Pawła mierzyli się kolejno: Marcin Kwaśny, Sebastian Cybulski i Marcin Piętowski

Po dziesięciu latach od premiery pierwszej części sztuki, na scenę Teatru IMKA wraca kontynuacja perypetii dobrze znanych nam bohaterów. Spektakl "Berek, czyli upiór w moherze 2" jest produkcją Teatru Gudejko, który od wielu lat z powodzeniem realizuje sztuki komediowe. Dużym atutem najnowszej premiery jest doskonale dobrana obsada. Widzowie, którzy zachwycili się pierwszą częścią "Berka", z pewnością docenią fakt, że w rolę Anny ponownie wciela się genialna Ewa Kasprzyk. Zawsze ceniłam talent tej aktorki, ale po tym jak obejrzałam kontynuację "Berka" w IMCE, stała się jedną z moich ulubionych artystek. Podobno dużo łatwiej zasmucić widza, niż go rozśmieszyć. Pani Ewie bawienie publiczności przychodzi bez problemu, co tylko potwierdza, że mamy do czynienia z mistrzynią tej konwencji.  




Muszę przyznać, że najnowsza adaptacja książki (a właściwie jej kontynuacja) jest bardzo wierna pierwowzorowi. Przestrzeń, gdzie rozgrywa się akcja sztuki, jest żywcem wyjęta z kart powieści. Na scenie znajdują się dwa mieszkania - postpeerelowskie wnętrze Anny i ultranowoczesny, minimalistyczny lokal Pawła (Antoni Pawlicki). Z bohaterami spotykamy się w momencie, gdy żyją już w serdecznej przyjaźni - może momentami nawet zbyt serdecznej... 

Paweł przeżywa rozstanie z Wojtkiem i twierdzi, że do rozpadu związku przysłużyła się nadgorliwa sąsiadka, która niespodziewanie zaczęła bardzo angażować się w życie chłopaków. Istotnie, Anna poza kościołem, manifestacjami, oglądaniem seriali i obgadywaniem koleżanek nie ma właściwie żadnego zajęcia. Lubi wtrącać się w życie innych, o czym nieraz przekonała się też jej córka, Małgosia (Maria Niklińska). Kiedy latorośl wyraźnie zaczyna unikać swojej wścibskiej rodzicielki, ta skupia całą uwagę na Pawle. Pewnego dnia Anna wpada na szatański pomysł - postanawia znaleźć Pawłowi nowego chłopaka... O dziwo, ten także stara się o gentlemana dla swojej sąsiadki licząc, że dzięki temu kobieta da mu wreszcie święty spokój. Działania bohaterów wywołują masę komicznych sytuacji, które prowadzą do niezwykle zaskakującego finału. 




Choć utwór Marcina Szczygielskiego ma charakter prześmiewczej komedii, trudno nie zauważyć, że śmiejemy się z bardzo aktualnych i drażliwych problemów. Autor zestawił w powieści dwie skrajnie różne osobowości, podkreślając w ten sposób skalę nietolerancji, jaka cechuje dzisiejsze społeczeństwo. Po jednej stronie barykady stoi ultra moher, kobieta skrzywiona na punkcie wiary i negująca wszystko, co podlega ostrej krytyce kościoła. Po przeciwnej stronie znajduje się Paweł - młody, bardzo rozrywkowy gej, który uosabia wszystko, czego Lewandowska tak bardzo nienawidzi. Faktem jest, że w drugiej części tej historii topór wojenny jest już dawno zakopany, jednak pewne zakorzenione uprzedzenia i blokady wciąż wychodzą na jaw.

W scenicznej kontynuacji "Berka" pojawiają się nowi bohaterowie: Krzysztof (Daniel Olbrychski) - młodzieńcza miłość Lewandowskiej, syn Krzysztofa (Damian Kulec) i metroseksualny stylista fryzur (Kamil Kula), który w założeniu Anny miał pocieszyć Pawła po rozstaniu z partnerem. W każdym z nowych wątków przewija się motyw dyskryminacji i pragnienie akceptacji - dwie najważniejsze kwestie, wokół których zbudowany jest cały utwór.




Choć Ewa Kasprzyk jest niekwestionowaną gwiazdą tej sztuki, reszta aktorów także nie pozostaje w tyle. Muszę koniecznie wyróżnić Antoniego Pawlickiego - aktor doskonale pasuje do granej przez siebie postaci, co widać po jego swobodnej, naturalnej grze. Maria Niklińska w roli Małgosi jest naprawdę świetna - tak właśnie wyobrażałam sobie tę bohaterkę. Rozczarował mnie trochę Daniel Olbrychski. Aktora jest na scenie bardzo mało, a rola, w którą się wciela, zdecydowanie nie oddaje jego scenicznych możliwości. Odniosłam wrażenie, że artysta ma na ten temat podobne zdanie, bo sprawiał wrażenie, jakby nie czuł się dobrze ze swoją postacią. Na uznanie zasługuje Kamil Kula za fantastyczną rolę zmanierowanego fryzjera i młody, debiutujący Damian Kulec wcielający się w postać syna Krzysztofa.  




Jestem szczerze zachwycona nowym "Berkiem" na scenie Teatru IMKAChoć wielokrotnie pisałam, że nie przepadam za komediami, tę sztukę oglądałam z ogromną przyjemnością, płacząc ze śmiechu. Ewa Kasprzyk w roli tytułowego mohera jest wprost fenomenalna. Postać wykreowana przez artystkę to niekwestionowana ikona wśród ról komediowych. Na tle tak wielu kiepskich fars, którymi raczą nas polskie sceny w ilościach hurtowych, "Berek" jest prawdziwą perełką. Polecam ten spektakl każdemu - nawet tym widzom, którzy od komedii wolą mroczne dramaty psychologiczne. Pozornie lekka i humorystyczna sztuka ma także głębsze przesłanie. Szczygielski pokazuje w niej, jak ważna jest tolerancja i odwaga, by być sobą - bez względu na to, co myślą o nas inni. 



Materiały prasowe - Teatr Gudejko 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz