niedziela, 12 marca 2017

Miał być ślub


Miałam już nigdy nie przestąpić progu Teatru 6 Piętro... Nigdy, choćby nie wiem co. Cóż, nie pierwszy raz okazuje się, że stwierdzenie "nigdy" ma dużą siłę wyrazu, ale nic poza tym... Szybko zapomniałam o swojej deklaracji, gdy tylko dowiedziałam się, że na afisz ma wejść wielki, nieśmiertelny dramat Mikołaja Gogola. O losie, jak łatwo mnie złamać! Wystarczy zaserwować mi coś z repertuaru słynnych rosyjskich klasyków i jestem. "Ożenek" to dzieło tak ponadczasowe, sztuka tak lekka i przejrzysta, że wprost nie da się jej zepsuć. Dlatego też na premierę szłam z lekkim sercem. To długo zapowiadane, wielkie wydarzenie miało diametralnie zmienić moją, dotąd niezbyt pochlebną, opinię o scenie 6 Piętra. Jakże się zawiodłam...

niedziela, 26 lutego 2017

Pieniądze to nie wszystko


Niektórzy starają się odczarować zły nastrój chodząc do spa, inni zatracają się w kinematografii. Moją krainą czarów, tabletką antydepresyjną i zarazem największą pasją zawsze była sztuka teatralna. Tak jest do dziś. W zależności od samopoczucia, lubię serwować sobie chwytające za serce historie miłosne, rozweselające komedie, albo przejmujące dramaty psychologiczne. Mam takie miejsce na teatralnej mapie Warszawy, gdzie na scenie występują moi ukochani aktorzy, a każda sztuka, jaką wybiorę, wprawia mnie w wyśmienity nastrój...

wtorek, 14 lutego 2017

Ostrożnie, pożądanie


Mroźne, zimowe wieczory mają to do siebie, że kiedy stoimy przemarznięci na przystanku, do głowy wraz z każdym kolejnym podmuchem lodowatego powietrza napływają coraz bardziej ponure, katastrofalne myśli. W mojej głowie, tym razem nieprzyodzianej w ciepłą czapkę, wirowały najróżniejsze dylematy i znaki zapytania - począwszy od skutków efektu cieplarnianego i stopnia wytrzymałości ludzkiego organizmu na temperaturę oscylującą wokół -15°C, aż po rozpaczliwą myśl, że to gruba nieuprzejmość ze strony motorniczego tramwaju - który miał według rozkładu przyjechać dziesięć minut temu - skazywać dygoczących pasażerów na łaskę i niełaskę nierzetelnej komunikacji miejskiej...

niedziela, 12 lutego 2017

Wonderful life


Trzeba przyznać, że ja i "Harper" nie miałyśmy do siebie szczęścia... Najpierw nie udało mi się dotrzeć na próbę generalną tej sztuki, potem ominęła mnie długo oczekiwana grudniowa premiera, choć zapisałam to wydarzenie w kalendarzu na czerwono. Cóż, nieraz już przekonałam się, że życie nie za bardzo liczy się z naszymi planami, choćbyśmy je podkreślili  kilkakrotnie ultragrubym markerem... Mimo poprzednich niepowodzeń, postanowiłam spróbować raz jeszcze. Czułam, że moje spotkanie z "Harper" w końcu dojdzie do skutku, że jesteśmy sobie przeznaczone... Wszak przecież ze wszystkich rzeczy na świecie najbardziej lubię pisać o złożonej, kobiecej naturze, więc bohaterka sztuki Simona Stephensa była na moim blogu bardzo wyczekiwanym gościem...

środa, 1 lutego 2017

To już pięć lat!


Pewnie niektórzy z Was znają tę historię na pamięć, ale musicie mi wybaczyć, że dla formalności powtórzę ją raz jeszcze... Pisanie co roku jak to w pewien mroźny, zimowy poranek zwlokłam się z łóżka i założyłam bloga (tak w dużym skrócie), stało się już w pewnym sensie rytuałem. A ja tak bardzo cenię sobie rytuały, bo mają tę cudowną właściwość, że wprowadzają w nasze życie ład i harmonię...

wtorek, 31 stycznia 2017

Całe szczęście...


Niby nikt nie jest idealny, to jasne. Myślę, że każdy człowiek wraz z przyjściem na świat dostaje przyzwolenie na popełnianie błędów. Wszak przecież na błędach się uczymy - a przynajmniej powinniśmy wyciągać z nich konstruktywne wnioski. Bo choć błądzić jest rzeczą ludzką, to jednak ludzie myślący racjonalnie,  umiejący w sposób logiczny połączyć ze sobą przyczynę i skutek, są w stanie odnaleźć się w końcu w tym pełnym chaosu świecie. Zredukować ilość pomyłek do minimum. A przynajmniej nie powielać wciąż tych samych błędów... 

wtorek, 17 stycznia 2017

Wszystko zostanie w rodzinie


Muszę przyznać, że czekałam na ten spektakl jak na wielkie święto, albo niezwykłe wydarzenie, które być może znacząco wpłynie na moje życie. Nie przesadzam ani trochę. Podkreśliłam tytuł w kalendarzu na czerwono, zupełnie niepotrzebnie, bo termin i godzina wryły mi się w pamięć już dawno. "Matki i synowie" to pierwsza sztuka, w której miałam ujrzeć na własne oczy Krystynę Jandę, moją niedoścignioną mentorkę. I choć doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że moja rola podczas tego wieczoru będzie się ograniczała do zajęcia miejsca na widowni i kontemplowania wydarzeń na scenie, to denerwowałam się tak, jakby czekała mnie audiencja u samej królowej....

środa, 11 stycznia 2017

Płacz mała, płacz


To nieprawda, że płacz jest oznaką słabości. Mówię to jako wieloletnia, praktykująca adeptka tej sztuki. Kto choć raz poświęcił na tę czynność więcej niż pięć minut, ten wie, że dzikie, rozpaczliwe szlochanie bywa potwornie wyczerpujące. Można zatem śmiało stwierdzić, że płacz jest dla twardzieli, którzy mają w sobie tyle siły, żeby po widowiskowej symfonii szlochów, móc jeszcze z gracją podnieść się z ziemi, otrzepać tyłek i subtelnie wydmuchać nos w chusteczkę....

niedziela, 1 stycznia 2017

Posprzątane


Powoli scena Teatru Współczesnego w Warszawie staje się jednym z moich ulubionych miejsc na kulturalnej mapie stolicy. "Posprzątane", kolejny po "Lepiej już było" fantastyczny spektakl, jaki miałam przyjemność zobaczyć, tylko utwierdza mnie  w przekonaniu, że komedia nie musi być głupia, żeby była śmieszna. Nie mam wątpliwości, że Współczesny trzyma  bardzo wysoki poziom, nawet w przypadku tych lekkich i przyjemnych pozycji z repertuaru. Ogromna w tym zasługa wspaniałego dyrektora, Macieja Englerta i fantastycznych aktorów, wśród których triumfy święcą dwie fenomenalne diwy tej sceny - Marta Lipińska i Agnieszka Pilaszewska.

sobota, 31 grudnia 2016

Najpiękniejsze Święta


Czego zwykle życzycie sobie na Święta i Nowy Rok? Ja swoim bliskim zawsze życzyłam zdrowia, spokoju i niczym niezmąconego szczęścia. Natomiast kiedy na niebie rozbłysła pierwsza gwiazdka - odwieczny symbol spełniających się marzeń, albo kiedy od Nowego Roku dzieliły mnie sekundy, a za oknami już słychać było eksplozje fajerwerków i strzelające korki od szampana, życzyłam sobie... więcej wyzwań, więcej sukcesów na koncie, więcej napisanych tekstów, które przeczyta ktoś więcej poza moja mamą i gronem najbliższych przyjaciół...

wtorek, 27 grudnia 2016

Egzamin dojrzałości


Kiedy słyszę hasło "szalone lata 60", od razu stają przed oczami piękne, rozkloszowane sukienki, wirujące w rytm piosenek The Doors, Beatlesów i Janis Joplin, a także niegdyś nowoczesne wnętrza, na które dziś mówimy "retro"... No i oczywiście bunt we wszelkich możliwych odmianach. Bunt i rewolucja seksualna to przecież fundamenty tego okresu...

wtorek, 13 grudnia 2016

Diabeł i dziewczyna


Podobno do wielkich dzieł trzeba dojrzeć. Powieść "Mistrz i Małgorzata" Michaiła Bułhakowa od zawsze była dla mnie źródłem wielkiego utrapienia - pełna niedopowiedzeń, niejasności, absurdów, postaci biblijnych i całej tej absurdalnej rosyjskiej rzeczywistości, którą doprawdy ciężko pojąć... Jednak w chaosie wątków i postaci wytrwały czytelnik odkrywa elementy tak elektryzujące i niezwykłe, że choć dzieło Bułhakowa momentami przypomina surrealistyczny sen, to coś ciągnie nas, by poznać ciąg dalszy. Wszak zakochana dziewczyna, zagubiony pisarz i podstępny diabeł to mieszanka wybuchowa, która jest gwarancją niezapomnianych emocji...

niedziela, 11 grudnia 2016

Dama w opałach


Starzy ludzie są jak cienie dawnych istnień. Snują się po świece niezauważeni i próżno szukają dla siebie miejsca w czasach, gdzie jedyną wartością jest młodość. Na pytanie czym jest współczesność, najłatwiej odpowiedzieć, że to taki okres, gdzie liczy się witalność i uroda, gdzie człowiek po osiągnięciu pewnego weku staje się bezużyteczny, zawadza i psuje tylko krajobraz wszechobecnej nowoczesności, nie dostrzegając chyba, że pasuje do tego świata jak kwiatek do kożucha...

niedziela, 4 grudnia 2016

Wściekłość



Żyjemy zbyt szybko, żeby pielęgnować w sobie empatię. Nie mamy czasu dla siebie i dla swoich bliskich, trudno więc dziwić się, że nie znajdujemy go, aby zatrzymać się na chwilę i pomyśleć o ludzkich tragediach. Coraz częściej łapię się na tym, że informacje o wojnach, mordach i katastrofach odbijają się ode mnie jak kauczukowa piłka - jakby to wszystko, co dzieje się na świecie, mnie nie dotyczyło. Gdzieś wybuchł wulkan, ale na szczęście, w Polsce nie ma wulkanów. Komuś zarżnięto całą rodzinę - ale tu nie ma wojny, więc moja rodzina jest bezpieczna. Taki mechanizm wyparcia to rozprzestrzeniająca się choroba naszych czasów. Myślimy o sobie, żyjemy dla siebie, a czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal...

czwartek, 17 listopada 2016

"Byt ili ne byt?" - czyli Hamlet ze wschodu


Często śmiejemy się z rosyjskiej kultury i mentalności, zupełnie nie rozumiejąc, co naszym braciom ze wschodu właściwie siedzi w głowach... Na pierwszy rzut oka rosyjska codzienność przypomina czasy polskiej komuny - decyzje polityków brzmią jak kiepski żart, najwyższe stanowiska w państwie zajmują ludzie najmniej do tego przygotowani, pracę w policji, urzędzie, czy w zwykłym nawet barze, odwala się byle jak i właściwie, gdzie by nie spojrzeć, nic nie działa tak, jak powinno. Śmieszne, gdy ogląda się to z boku, ale wyobraźmy sobie, że któregoś dnia budzimy się w samym środku tych absurdalnych zdarzeń - przestaje być zabawnie, prawda?  

poniedziałek, 14 listopada 2016

Festen. O koszmarach z przeszłości...


Z rodziną wychodzi się dobrze tylko na zdjęciu... A czasem nawet wspólne zdjęcie nie jest najlepszym pomysłem, bo znienawidzeni bliscy są wstanie zepsuć każde ujęcie. Ile macie w domu fotografii z rodzinnych imprez, które najchętniej spalilibyście w kominku? Niby radosny czas świąt, choinka, góra prezentów i stół uginający się pod ciężarem potraw, a jednak miny uczestników owej biesiady sugerują, że każdy z nich cierpiał w tamtej chwili nieludzkie męki i najchętniej uciekłby stamtąd - gdziekolwiek, byle dalej... Bo rodzina to taki dziwny twór, który z definicji ma być ostoją ciepła, miłości i wzajemnego wsparcia, ale najczęściej jest urzeczywistnieniem wszystkich naszych koszmarów sennych. Jeżeli nie zgadzacie się z powyższą teorią, jesteście nielicznymi szczęśliwcami egzystującymi w szczęśliwych, kochających się rodzinach. Gratulacje, bo to prawdziwa rzadkość...


poniedziałek, 17 października 2016

Bajadera - miłość tysiąca i jednej nocy


Dotychczas święcie wierzyłam, że na miano najpiękniejszej baletowej historii o miłości zasługuje „Jezioro Łabędzie”. Osnuta mrokiem baśń o dziewczynie zamienionej w łabędzia przez złego czarnoksiężnika i zakochany mężczyzna, który za wszelką cenę pragnie odwrócić zły czar... Do tego magiczna muzyka Piotra Czajkowskiego i urzekające sekwencje taneczne. Obejrzałam ten spektakl w różnych wersjach i z ręką na sercu muszę przyznać, że byłam oczarowana każdą z nich. No tak, ale wtedy nie znałam jeszcze „Bajadery”

niedziela, 16 października 2016

Fatalne zauroczenie


Po zetknięciu z dziełem Antoniego Libery, w głowie pojawia się kluczowe pytanie - czy "Madame" to fikcja literacka, czy autentyczne wspomnienia autora z wczesnych lat młodości? A jeżeli przyjmiemy tezę, że w każdym, nawet najbardziej nieprawdopodobnym dziele jest cząstka prawdy przemycona z życiorysu twórcy, to co w powieści Libery było iluzją, a co prawdą? I chyba najważniejsze - czy tytułowa Madame istniała naprawdę, czy była tylko wytworem bujnej chłopięcej fantazji? 

niedziela, 25 września 2016

Co się stało z tamtą klasą?


Zaczęło się od zdjęcia. Na mocno pożółkłej i poszarzałej fotografii widać gromadkę dzieci z Jedwabnego. Maluchy mają na plecach tornistry i dziarsko maszerują do szkoły. Do tutejszej, publicznej szkoły, w której uczyły się i polskie i żydowskie dzieci. Jedna klasa łączyła uczniów o różnym wyznaniu, pochodzeniu i kulturze. Na tym jednym zdjęciu fotograf uchwycił zarówno tych, którzy kilka lat później spłoną żywcem za swoje poglądy, jak i tych, którzy będą ich podpalać...

niedziela, 20 marca 2016

Upiór wiecznie żywy


Zadudniły organy i całą salę wypełniła dobrze znana muzyka, która będzie mnie prześladować przez następne tygodnie, Nie szkodzi. "Upiór w Operze" to wielkie arcydzieło, z którym nigdy się nie rozstałam - od chwili, gdy pierwszy raz obejrzałam ten musical, dobrze znane słowa piosenek brzmią mi w uszach każdego dnia. Chyba mam obsesję, bo pragnienie ponownego zobaczenia "Upiora" przywiodło mnie aż do Opery i Filharmonii Podlaskiej Europejskiego Centrum Sztuki w Białymstoku. Znowu spadł żyrandol, znowu magiczne dźwięki muzyki Andrew Lloyda Webbera oczarowały publiczność, a Damian Aleksander w roli Upiora zahipnotyzował jej damską część swym głębokim, zniewalającym głosem. Można by rzec - nic nowego. Ale kto raz zobaczy to widowisko, pragnie oglądać je w kółko. A miłość do "Upiora", rośnie wraz z każdym kolejnym spektaklem...