Czasem dochodzę do wniosku, że miłość do książek, to jedna z najgorszych rzeczy, jakie przytrafiły mi się w życiu. O ile byłoby ono łatwiejsze, gdybym TAK bardzo nie przeżywała wszystkiego, co czytam. Bo moja fascynacja literaturą oznacza dużo więcej niż zwykłe czytanie. Pochłaniając kolejne lektury, przywiązuję się do każdego z bohaterów, cierpię razem z nimi, wchodzę w ich skórę, w ich rzeczywistość. Nazwałabym to czytaniem destrukcyjnym, bo kontemplacja literatury często autentycznie mnie boli.
