Doskonale pamiętam ten chłodny, listopadowy dzień, jakby miał miejsce wczoraj. Stałam akurat przy wieszakach w jednym z moich ulubionych second handów, przerzucałam ubrania z
różnych epok i czasoprzestrzeni, aż trafiłam na kurtkę. Nie jakąś znowu
wyjątkową kurtkę. Zielona, khaki, lekko taliowana, z wyraźnie podkreślonymi ramionami.
Trochę Balmain, z naciskiem na trochę. Marka bliżej nieznana. Nie robiłam sobie
wielkich nadziei, więc niespodzianka była ogromna, gdy okazało się, że
doskonale do siebie pasujemy. Wystarczył jeden rzut oka w lustro i już
wiedziałam, że jest moja. Przed zakupem włożyłam ręce do ogromnych
kieszeni - poczułam ciepło, ukojenie i ... jednego pensa zawiniętego w papierowy
świstek przedstawiający paragon z Bentalls Centre w Londynie.
