Koniecznie musisz odwiedzić tę nową, bardzo modną knajpę w centrum. Dlaczego? Jak to dlaczego? Wszyscy już tam byli! I musisz przeczytać ten genialny poradnik o diecie raw. Co to jest dieta raw? Naprawdę tego nie wiesz?! Skąd Ty się urwałaś... No i koniecznie załóż sobie konto na Instagramie. Jak to, po co? Każdy ma Instagrama... Czasem mam wrażenie, że Ty mentalnie tkwisz w gdzieś w okolicach średniowiecza... O co chodzi z tym baletem? Zapisałabyś się na zumbę, albo salsę, jak normalny człowiek. Przecież baletu nie da się tańczyć w klubie. A propos klubu - jest takie nowe miejsce, blisko Zachęty. Musisz tam kiedyś wpaść. Ach - i zacznij się w końcu checkinować na fejsie, bo ludzie pomyślą, że umarłaś...
niedziela, 12 kwietnia 2015
wtorek, 31 marca 2015
Miłość, cierpienie i śmierć. "Romeo i Julia" w Teatrze Wielkim
Wydawałoby się, że o słynnych kochankach
Szekspira powiedziano już wszystko. Tragiczną historię Romea i Julii,
zakochanej pary pochodzącej z dwóch skłóconych rodów zna przecież niemal każde dziecko. Czy ta historia może jeszcze czymś zaskoczyć? I co
najważniejsze, czy może jeszcze wzruszyć? Może - jestem tego żywym przykładem.
Z ogromną ciekawością wybrałam się na balet Krzysztofa Pastora. Przez dwie
godziny z trudem trzymałam fason, ale w finałowej scenie łzy płynęły mi już ciurkiem i nic nie mogłam na to poradzić...
Etykiety:
balet,
Krzysztof Pastor,
kultura,
psychologia,
recenzja,
refleksje,
Romeo i Julia,
taniec,
teatr,
Teatr Wielki,
Teatr Wielki w Warszawie
poniedziałek, 23 marca 2015
Kreacje 7
Tydzień pod znakiem tańca to u mnie nic nowego, ale miniony weekend był
wyjątkowy - niemal w całości spędziłam go w Teatrze Wielkim. Dwa intensywne dni
pracy nad choreografią zwieńczyły niesamowite Kreacje 7 - pokaz miniatur tanecznych,
stworzonych przez tancerzy Polskiego Baletu Narodowego.
niedziela, 22 marca 2015
10 scen z życia
Późny wieczór. Uroczysta premiera w
warszawskim Teatrze Wielkim. Sala Moniuszki pęka w szwach. Dyrygent daje znak
orkiestrze, gasną światła i rozbrzmiewa dobrze znana muzyka. Oglądam spektakl z
dziwnej perspektywy, jakbym siedziała wysoko, wysoko na górze - nie na
balkonie, ale na żyrandolu... Wśród widzów na sali rozpoznaję moich znajomych,
rodzinę i masę innych osób, które znam bardziej, bądź mniej... Po scenie
pląsają łabędzie, czarnoksiężnik Rotbart, książę Zygfryd, ale czegoś
brakuje... Gdzie jest Odetta?
niedziela, 8 marca 2015
Słoik szczęścia
Jakiś czas temu, nękana myślami, że moje życie stało się jednostajne,
monotonne i zupełnie pozbawione jakichkolwiek elementów zaskoczenia,
postanowiłam założyć słoik szczęścia. Wyciągnęłam z szafki najładniejszy słoik
po jakiejś absurdalnie drogiej konfiturze, ozdobiłam go tak, że mógłby
spokojnie konkurować z choinkami w perfumeriach Douglas i postawiłam na górnej
półce nad biurkiem, żeby błyszczał, zachwycał moje oczy bogactwem wszystkiego,
co miałam w pudełku z guzikami i przede wszystkim, łapał dla mnie pojedyncze
chwile radości. A przynajmniej, taki był plan...
niedziela, 22 lutego 2015
Pas de deux na ekranie, czyli o balecie w kinie
Balet to nie tylko
piękne widowisko teatralne, ale także niezwykle efektowne dopełnienie niejednej
fabuły filmowej. Reżyserzy coraz chętniej wpuszczają na plan wiotkie tancerki, wierząc, że każdy, nawet najmarniejszy scenariusz zyska w oczach widza,
gdy w tle dogorywającej akcji pojawią się pląsające śnieżynki, łabędzie, czy
cukrowe wróżki. Niewątpliwie mają rację. Choć dla wielu z Was balet to
prehistoryczny, wymarły gatunek tańca, to jednak wiele tytułów zyskało
uznanie widzów właśnie dzięki zgrabnie wplecionej w tło sztuce baletowej.
Filmów nawiązujących do tańca klasycznego jest całkiem sporo, ale tych
naprawdę wartych uwagi zaledwie kilka...
niedziela, 1 lutego 2015
To już trzy lata!
Moje życie
składa się z samych małych - wielkich rewolucji, kryzysów, niespodzianek i
nagłych zwrotów akcji, o których podobno potrafię opowiadać z dużą dozą
autoironii. To dobrze. Gdyby nie wrodzony sarkazm, załamałabym się już z milion
razy, a tak, raczę znajomych bogatymi w szczegóły historiami wziętymi - o
zgrozo - z mojego własnego życiorysu... Przy którejś okazji, kiedy opowiadałam
K o kolejnym z moich burzliwych związków, który skończył się zanim w ogóle się
rozpoczął, stwierdziła, że bez dwóch zdań powinnam zacząć prowadzić
bloga.
niedziela, 25 stycznia 2015
Głosy Pamano
Czasem dochodzę do wniosku, że miłość do książek, to jedna z najgorszych rzeczy, jakie przytrafiły mi się w życiu. O ile byłoby ono łatwiejsze, gdybym TAK bardzo nie przeżywała wszystkiego, co czytam. Bo moja fascynacja literaturą oznacza dużo więcej niż zwykłe czytanie. Pochłaniając kolejne lektury, przywiązuję się do każdego z bohaterów, cierpię razem z nimi, wchodzę w ich skórę, w ich rzeczywistość. Nazwałabym to czytaniem destrukcyjnym, bo kontemplacja literatury często autentycznie mnie boli.
niedziela, 18 stycznia 2015
Mężczyznom mojego życia
Grudzień,
późne popołudnie. Za oknem piękny widok na zalane deszczem Aleje Jerozolimskie.
Razem z D niespiesznie kontemplujemy smak doskonałej kubańskiej kawy zaparzonej
w doskonałym włoskim ekspresie. Borysek, uroczy, tłuściutki potomek D i jej
męża, siedzi grzecznie w kojcu, całkowicie zaabsorbowany wielką pluszową żyrafą
i toczy ze sobą monolog w zupełnie dla nas niezrozumiałym języku. Korzystając z
tej rozkosznej chwili spokoju, pochłaniamy czekoladowe ciastka, narzekamy na
swoje życie, jednocześnie podkreślając, że w gruncie rzeczy nie jest wcale
takie złe.
wtorek, 30 grudnia 2014
Dziadek do Orzechów - bajka, od której wszystko się zaczęło
Podobno z pasjami jest tak samo, jak z
miłością - wystarczy jedna chwila, ułamek sekundy i już wiesz, że to właśnie
to. Podobno pasja jest jak klątwa - niespełniona i zaniedbana, prześladuje
przez całe życie. Podobno nigdy nie jest za późno, żeby wrócić do tego, co się
kocha całym sercem. Podobno dla pasji warto żyć, zatracać się w niej bez
reszty, cierpieć i umierać.
sobota, 20 grudnia 2014
1914 - taniec śmierci w trzech częściach
Plakaty "1914" prześladowały mnie przez wiele tygodni. Wiedziałam, że w końcu zobaczę ten spektakl. Wiedziałam, że nie mogę go przegapić. I choć jestem miłośnikiem klasyki i rzadko kiedy podobają mi się współczesne sztuki baletowe, to jednak zgodnie z wcześniejszymi przeczuciami, zasiadłam wreszcie na widowni Teatru Wielkiego i już po chwili udzielił mi się nastrój pełnego napięcia oczekiwania jakie opanowało całą, zapełnioną po brzegi salę. Nie przeglądałam wnikliwie programu, nie czytałam recenzji. Nie miałam pojęcia, co zobaczę za moment, ale wiedziałam, że nie będę rozczarowana. Balet to jedna z tych niewielu rzeczy w życiu, które nigdy mnie nie rozczarują.
niedziela, 14 grudnia 2014
Dziury w baletkach
Dawno, dawno temu, jakieś pięć
lat wstecz, wpadła mi w ręce niezwykle fascynująca książka o taoizmie. Byłam
akurat na etapie szukania siebie w tym wielkim chaosie, jakim jest życie,
lizałam rany po kolejnych wielkich rozczarowaniach (zapewne miłosnych) i doskonale
pamiętam, że założenia filozofii tao wydawały mi się wtedy bardzo sensowne.
sobota, 22 listopada 2014
wtorek, 11 listopada 2014
Listy
Dawno dawno temu, kiedy nastroje społeczne
były dużo bardziej romantyczne niż w dzisiejszych czasach, ludzie pisali listy. Nagminnie! Pisało
się w różnych celach - żeby poinformować bliskich, że się właśnie leży plackiem
na plaży w Sopocie, albo, że wydarzyło się coś ważnego, co absolutnie wymaga
zapełnienia dwóch kartek (czyli czterech stron długich zdań, pisanych drobnymi
literami), albo właśnie nie wydarzyło się nic - przecież o tym też można było
pisać dużo i namiętnie.
niedziela, 2 listopada 2014
Ziemia płomieni
"Gomorra" to wyzwanie. Nie ze względu
na wszechobecną przemoc. Nie boję się brudnej, typowo męskiej literatury.
Bardziej przeraziła mnie atmosfera absolutnej rezygnacji, przyzwolenie na ból i
strach. Niemoc i bezradność są chyba gorsze niż brutalna śmierć...
czwartek, 23 października 2014
Kiedy zapada zmrok, czytam blogi
Ktoś mi
kiedyś powiedział, że prawdziwy bloger nie czyta innych blogów. Nie tylko
dlatego, że jest zbyt zapatrzony we własne treści. Przed wszystkim nie ma na to
czasu. Nie ma czasu, bo jest blogerem. Na pewno słyszeliście, jakie to
absorbujące zajęcie. Blogerzy praktycznie non stop piszą, a jak akurat nie
piszą, to myślą o tym co napiszą za chwilę. Albo robią zdjęcia do tekstów,
które napiszą za chwilę. Albo prowadzą ożywione rozmowy z innymi blogerami. O
blogach, rzecz jasna. A trzy czwarte życia zajmuje im trzymanie głowy w
laptopie, więc siłą rzeczy, mają trochę zawężone pole widzenia. Najczęściej ich
pole widzenia skupia się na ich blogu.
niedziela, 19 października 2014
Bądźmy poważni
Szósta rano. Scenerię z jakiejś pięknej
bajki przerywa bezwzględne wycie budzika...Wciąż dryfując po obłokach marzeń
sennych, macham ręką w przestrzeni, w poszukiwaniu telefonu. Znajduję go w
końcu pod poduszką. Tylko paranoicy i masochiści lubiący brutalne pobudki, śpią
z telefonem pod poduszką... Zastanawiam się przez chwilę, do której grupy można
mnie zaliczyć, ale szybko porzucam dalsze analizy, usiłując złapać jeszcze
znikający, senny obraz. Nie jestem do końca pewna, co mi się śni, ale wiem, że
nie chcę się budzić...
niedziela, 12 października 2014
Opowieści jesienne
Czasem po prostu coś nie wychodzi i już.
Tak już jest ten świat skonstruowany, że nie na wszystko mamy wpływ. Ponadto,
łatwiej coś zepsuć niż naprawić, a tym samym złe rzeczy przytrafiają się w
życiu znacznie częściej, niż te dobre - przynajmniej tak to wygląda w moim
przypadku... Szłam sobie po Wiatraczniej, rozmyślając o sensie istnienia, aż
nagle zorientowałam się, że moje nogi instynktownie przywiodły mnie do miejsca,
w którym smutek choć na chwilę ginie pod stertą używanych ubrań...
sobota, 13 września 2014
Księżniczka
Życie Grace Kelly na pierwszy rzut oka przypominało bajkę – młoda,
piękna dziewczyna w krótkim czasie staje się gwiazdą filmową i ikoną stylu dla
milionów kobiet na całym świecie, po czym rzuca Hollywood dla księcia Monako. W
bajkach takie scenariusze kończą się słynnym „i żyli długo i szczęśliwie...”.
Jednak życie Grace Kelly nie było wcale usłane różani, a rola księżniczki, jaką
przyszło jej grać, była najtrudniejszą rolą jej życia.
niedziela, 7 września 2014
Wonder Woman
Jestem już spóźniona. Bardzo. Nienawidzę
się spóźniać. Zwykle w takich momentach moja podświadomość podpowiada mi, że
chyba lepiej już odpuścić, odwołać spotkanie, na które miałabym wtargnąć z
ogromnym poślizgiem, zziajana, sapiąca jak nosorożec i przejść przez wielką
salę czując na sobie ponad pięćdziesiąt par oczu. Nie, normalnie bym zadzwoniła
i wytłumaczyła, że właśnie stało się coś, co absolutnie uniemożliwi mi
uczestniczenie w tej imprezie. Wzięłabym kilka głębokich oddechów i bardzo
przekonująco, z ogromnym bólem w głosie oznajmiłabym, że właśnie zacięłam się w
windzie, wiszę między ósmym a dziewiątym i ogromnie żałuję, ale sami rozumiecie
- siła wyższa...
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















