Szorty, bluza, ciężkie wojskowe buty, włosy ostrzyżone na "chłopaka"... Kto, tak jak ja, dotąd identyfikował Danutę Stenkę z ultrakobiecymi kreacjami aktorskimi, ten zapewne zdziwił się bardzo, widząc na scenie aktorkę w roli hardej baby, co żadnej bomby się nie boi. Proszę nie zrozumieć mnie źle - moje zdumienie było w pełni pozytywne. Nie każda artystka dałaby sobie ogolić głowę prawie na zero. Nie każda artystka z tak zaskakującą lekkością wcieliłaby się w rolę tak daleką od ogólnie przyjętej kobiecości - mimo, że tytułowa Courage jest przecież kobietą i matką...
sobota, 8 kwietnia 2017
środa, 5 kwietnia 2017
Notatnik teatralny | Kwiecień
Notatnik teatralny nie jest w moim życiu niczym nowym. Od dawna gromadzę w specjalne do tego celu wybranym zapiśniku daty premier teatralnych, informacje o spektaklach i obsadzie, a także wszelkie inne ciekawostki z życia warszawskich scen. Pomysł na to, by przenieść całą tę teatralną dokumentację na bloga, zrodził się nagle. Ale czy nie tak zwykle bywa z dobrymi pomysłami? Pojawiają się w głowie niespodziewanie, w najmniej oczekiwanym momencie i zaprzątają nasze myśli do momentu, aż wreszcie nie zaczniemy ich realizować.
poniedziałek, 3 kwietnia 2017
Borys, książę duński
Muszę przyznać, że bałam się mierzyć z Szekspirem. Wiem, że dotykanie tak wybitnych dzieł jak "Hamlet", pogrążyło już niejednego śmiałka. Dlaczego? Bo twórczość Szekspira, mimo upływu lat, wciąż jest żywa, wciąż podlega licznym reinterpretacjom i uaktualnieniom. Hamletologia, dziedzina nauki zajmująca się tym jednym, konkretnym dramatem, to zdumiewające i nieskończone źródło refleksji, wniosków i tez na temat dzieła i jego twórcy.
wtorek, 28 marca 2017
Błazen w Wenecji
Wiedziałam, że ten spektakl będzie diametralnie inny, od wszystkiego, co dotychczas oglądałam na scenach teatralnych - zupełnie niedzisiejszy, odrobinę przerysowany, groteskowy i jakby żywcem wyjęty z innego świata. Chyba dlatego właśnie tak bardzo chciałam obejrzeć "Sługę dwóch panów" - słynną sztukę Carlo Goldoniego napisaną u schyłku osiemnastego wieku, którą zgrabnie i niezwykle plastycznie zinterpretował na potrzeby dzisiejszego widza Tadeusz Bradecki. Nie zawiodłam się. W jednej chwili wraz z grającymi na scenie aktorami, przeniosłam się do gwarnej, tętniącej życiem Wenecji z czasów, gdy po ulicach kroczyły damy w jedwabiach i mężczyźni w perukach. Do świata panów i sług, intryg i romansów...
sobota, 25 marca 2017
Samotność albatrosa
Jeżeli miałabym nadać każdej z warszawskich scen teatralnych jakąś charakterystyczną etykietkę, to Teatr Współczesny określiłabym mianem instytucji pod każdym względem niezawodnej. I może jeszcze sceny ambitnej i i niezwykle skrupulatnej, gdzie repertuar jest idealnie skrojony na miarę wymagającego widza. Dodałabym także wzmiankę o niezwykle serdecznej atmosferze i promiennym uśmiechu, którym witają gości wszyscy pracownicy teatru. A na koniec wspomniałabym jeszcze o zdumiewającej wręcz perfekcji, z jaką dyrektor Współczesnego, Maciej Englert podchodzi do każdego z repertuarowych tytułów. Dzięki temu widz za każdym razem dostaje historię doskonale dopracowaną, zagraną bezbłędnie, zabawną, mądrą i refleksyjną. Kto przestąpił próg tego miejsca w nastroju dalekim od dobrego, ten wyjdzie z gmachu Współczesnego podbudowany na duchu i otulony ciepłym woalem zachwycającego kunsztu aktorskiego.
wtorek, 21 marca 2017
Ostatnia miłość na Ziemi
"Mgnienie", jeden z najpopularniejszych dramatów Phila Portera, to sztuka bardzo kameralna i minimalistyczna. A jednak, gdy widz zagłębia się w historię dwójki wyobcowanych i zagubionych bohaterów, zaczyna dostrzegać całe bogactwo emocji i fajerwerki skrajnych uczuć - od błogiego szczęścia, do głębokiej depresji, od rozpaczy, do wielkiej miłości. To historia o tym, jak ciężko budować trwałe i prawdziwe relacje w czasach absolutnej alienacji, rozprzestrzeniającej się w zawrotnym tempie epidemii indywidualizmu i odosobnienia. To współczesne love story, zrodzone na przekór prawom Facebooka.
Etykiety:
Adam Sajnuk,
Adrian Brząkała,
dramat,
Justyna Ducka,
kultura,
Mgnienie,
Phil Porter,
recenzja,
sztuka,
teatr,
Teatr Polonia,
Teatr Polonia w Warszawie
poniedziałek, 13 marca 2017
Biała bluzka
Pamiętam, jak mój kolega kilka lat temu opowiadał mi z wypiekami na policzkach o "Białej Bluzce". Zaliczył ten spektakl kilka razy, a pomiędzy kolejnymi razami przewertował dzienniki Osieckiej, więc nie będzie chyba przesadą, jak napiszę, że miałam przed sobą prawdziwego znawcę tematu. Żeby podkreślić jeszcze wielkość tej chwili, muszę koniecznie wspomnieć, że siedzieliśmy akurat w ogródku pewnej sympatycznej kawiarenki na Saskiej Kępie, rozkoszując się naleśnikami. Agnieszka Osiecka tego dnia pojawiała się nie tylko w naszych rozmowach - po naszej lewej stronie mieliśmy jej pomnik w pełnej krasie. Siedziała tak, trochę uśmiechnięta, trochę zamyślona, jakby z lekkim rozbawieniem przysłuchiwała się naszej dyskusji.
niedziela, 12 marca 2017
Miał być ślub
Miałam już nigdy nie przestąpić progu Teatru 6 Piętro... Nigdy, choćby nie wiem co. Cóż, nie pierwszy raz okazuje się, że stwierdzenie "nigdy" ma dużą siłę wyrazu, ale nic poza tym... Szybko zapomniałam o swojej deklaracji, gdy tylko dowiedziałam się, że na afisz ma wejść wielki, nieśmiertelny dramat Mikołaja Gogola. O losie, jak łatwo mnie złamać! Wystarczy zaserwować mi coś z repertuaru słynnych rosyjskich klasyków i jestem. "Ożenek" to dzieło tak ponadczasowe, sztuka tak lekka i przejrzysta, że wprost nie da się jej zepsuć. Dlatego też na premierę szłam z lekkim sercem. To długo zapowiadane, wielkie wydarzenie miało diametralnie zmienić moją, dotąd niezbyt pochlebną, opinię o scenie 6 Piętra. Jakże się zawiodłam...
niedziela, 26 lutego 2017
Pieniądze to nie wszystko
Niektórzy starają się odczarować zły nastrój chodząc do spa, inni zatracają się w kinematografii. Moją krainą czarów, tabletką antydepresyjną i zarazem największą pasją zawsze była sztuka teatralna. Tak jest do dziś. W zależności od samopoczucia, lubię serwować sobie chwytające za serce historie miłosne, rozweselające komedie, albo przejmujące dramaty psychologiczne. Mam takie miejsce na teatralnej mapie Warszawy, gdzie na scenie występują moi ukochani aktorzy, a każda sztuka, jaką wybiorę, wprawia mnie w wyśmienity nastrój...
wtorek, 14 lutego 2017
Ostrożnie, pożądanie
Mroźne, zimowe wieczory mają to do siebie, że kiedy stoimy przemarznięci na przystanku, do głowy wraz z każdym kolejnym podmuchem lodowatego powietrza napływają coraz bardziej ponure, katastrofalne myśli. W mojej głowie, tym razem nieprzyodzianej w ciepłą czapkę, wirowały najróżniejsze dylematy i znaki zapytania - począwszy od skutków efektu cieplarnianego i stopnia wytrzymałości ludzkiego organizmu na temperaturę oscylującą wokół -15°C, aż po rozpaczliwą myśl, że to gruba nieuprzejmość ze strony motorniczego tramwaju - który miał według rozkładu przyjechać dziesięć minut temu - skazywać dygoczących pasażerów na łaskę i niełaskę nierzetelnej komunikacji miejskiej...
niedziela, 12 lutego 2017
Wonderful life
Trzeba przyznać, że ja i "Harper" nie miałyśmy do siebie szczęścia... Najpierw nie udało mi się dotrzeć na próbę generalną tej sztuki, potem ominęła mnie długo oczekiwana grudniowa premiera, choć zapisałam to wydarzenie w kalendarzu na czerwono. Cóż, nieraz już przekonałam się, że życie nie za bardzo liczy się z naszymi planami, choćbyśmy je podkreślili kilkakrotnie ultragrubym markerem... Mimo poprzednich niepowodzeń, postanowiłam spróbować raz jeszcze. Czułam, że moje spotkanie z "Harper" w końcu dojdzie do skutku, że jesteśmy sobie przeznaczone... Wszak przecież ze wszystkich rzeczy na świecie najbardziej lubię pisać o złożonej, kobiecej naturze, więc bohaterka sztuki Simona Stephensa była na moim blogu bardzo wyczekiwanym gościem...
środa, 1 lutego 2017
To już pięć lat!
Pewnie niektórzy z Was znają tę historię na pamięć, ale musicie mi wybaczyć, że dla formalności powtórzę ją raz jeszcze... Pisanie co roku jak to w pewien mroźny, zimowy poranek zwlokłam się z łóżka i założyłam bloga (tak w dużym skrócie), stało się już w pewnym sensie rytuałem. A ja tak bardzo cenię sobie rytuały, bo mają tę cudowną właściwość, że wprowadzają w nasze życie ład i harmonię...
wtorek, 31 stycznia 2017
Całe szczęście...
Niby nikt nie jest idealny, to jasne. Myślę, że każdy człowiek wraz z przyjściem na świat dostaje przyzwolenie na popełnianie błędów. Wszak przecież na błędach się uczymy - a przynajmniej powinniśmy wyciągać z nich konstruktywne wnioski. Bo choć błądzić jest rzeczą ludzką, to jednak ludzie myślący racjonalnie, umiejący w sposób logiczny połączyć ze sobą przyczynę i skutek, są w stanie odnaleźć się w końcu w tym pełnym chaosu świecie. Zredukować ilość pomyłek do minimum. A przynajmniej nie powielać wciąż tych samych błędów...
wtorek, 17 stycznia 2017
Wszystko zostanie w rodzinie
Muszę przyznać, że czekałam na ten spektakl jak na wielkie święto, albo niezwykłe wydarzenie, które być może znacząco wpłynie na moje życie. Nie przesadzam ani trochę. Podkreśliłam tytuł w kalendarzu na czerwono, zupełnie niepotrzebnie, bo termin i godzina wryły mi się w pamięć już dawno. "Matki i synowie" to pierwsza sztuka, w której miałam ujrzeć na własne oczy Krystynę Jandę, moją niedoścignioną mentorkę. I choć doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że moja rola podczas tego wieczoru będzie się ograniczała do zajęcia miejsca na widowni i kontemplowania wydarzeń na scenie, to denerwowałam się tak, jakby czekała mnie audiencja u samej królowej....
środa, 11 stycznia 2017
Płacz mała, płacz
To nieprawda, że płacz jest oznaką słabości. Mówię to jako wieloletnia, praktykująca adeptka tej sztuki. Kto choć raz poświęcił na tę czynność więcej niż pięć minut, ten wie, że dzikie, rozpaczliwe szlochanie bywa potwornie wyczerpujące. Można zatem śmiało stwierdzić, że płacz jest dla twardzieli, którzy mają w sobie tyle siły, żeby po widowiskowej symfonii szlochów, móc jeszcze z gracją podnieść się z ziemi, otrzepać tyłek i subtelnie wydmuchać nos w chusteczkę....
niedziela, 1 stycznia 2017
Posprzątane
Powoli scena Teatru Współczesnego w Warszawie staje się jednym z moich ulubionych miejsc na kulturalnej mapie stolicy. "Posprzątane", kolejny po "Lepiej już było" fantastyczny spektakl, jaki miałam przyjemność zobaczyć, tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że komedia nie musi być głupia, żeby była śmieszna. Nie mam wątpliwości, że Współczesny trzyma bardzo wysoki poziom, nawet w przypadku tych lekkich i przyjemnych pozycji z repertuaru. Ogromna w tym zasługa wspaniałego dyrektora, Macieja Englerta i fantastycznych aktorów, wśród których triumfy święcą dwie fenomenalne diwy tej sceny - Marta Lipińska i Agnieszka Pilaszewska.
Etykiety:
Agnieszka Piaszewska,
Agnieszka Suchora,
Bożena Suchocka,
kultura,
Marta Lipińska,
opinie,
recenzja,
refleksje,
Sarah Ruhl,
sztuka,
teatr,
Teatr Współczesny
sobota, 31 grudnia 2016
Najpiękniejsze Święta
Czego zwykle życzycie sobie na Święta i Nowy Rok? Ja swoim bliskim zawsze życzyłam zdrowia, spokoju i niczym niezmąconego szczęścia. Natomiast kiedy na niebie rozbłysła pierwsza gwiazdka - odwieczny symbol spełniających się marzeń, albo kiedy od Nowego Roku dzieliły mnie sekundy, a za oknami już słychać było eksplozje fajerwerków i strzelające korki od szampana, życzyłam sobie... więcej wyzwań, więcej sukcesów na koncie, więcej napisanych tekstów, które przeczyta ktoś więcej poza moja mamą i gronem najbliższych przyjaciół...
wtorek, 27 grudnia 2016
Egzamin dojrzałości
Kiedy słyszę hasło "szalone lata 60", od razu stają przed oczami piękne, rozkloszowane sukienki, wirujące w rytm piosenek The Doors, Beatlesów i Janis Joplin, a także niegdyś nowoczesne wnętrza, na które dziś mówimy "retro"... No i oczywiście bunt we wszelkich możliwych odmianach. Bunt i rewolucja seksualna to przecież fundamenty tego okresu...
Etykiety:
Absolwent,
Charles Webb,
Jacek Poniedziałek,
Jakub Krofta,
Krzysztof Dracz,
kultura,
opinie,
recenzja,
sztuka,
teatr,
Teatr Dramatyczny,
Terry Johnson
wtorek, 13 grudnia 2016
Diabeł i dziewczyna
Podobno do wielkich dzieł trzeba dojrzeć. Powieść "Mistrz i Małgorzata" Michaiła Bułhakowa od zawsze była dla mnie źródłem wielkiego utrapienia - pełna niedopowiedzeń, niejasności, absurdów, postaci biblijnych i całej tej absurdalnej rosyjskiej rzeczywistości, którą doprawdy ciężko pojąć... Jednak w chaosie wątków i postaci wytrwały czytelnik odkrywa elementy tak elektryzujące i niezwykłe, że choć dzieło Bułhakowa momentami przypomina surrealistyczny sen, to coś ciągnie nas, by poznać ciąg dalszy. Wszak zakochana dziewczyna, zagubiony pisarz i podstępny diabeł to mieszanka wybuchowa, która jest gwarancją niezapomnianych emocji...
niedziela, 11 grudnia 2016
Dama w opałach
Starzy ludzie są jak cienie dawnych istnień. Snują się po świece niezauważeni i próżno szukają dla siebie miejsca w czasach, gdzie jedyną wartością jest młodość. Na pytanie czym jest współczesność, najłatwiej odpowiedzieć, że to taki okres, gdzie liczy się witalność i uroda, gdzie człowiek po osiągnięciu pewnego weku staje się bezużyteczny, zawadza i psuje tylko krajobraz wszechobecnej nowoczesności, nie dostrzegając chyba, że pasuje do tego świata jak kwiatek do kożucha...
niedziela, 4 grudnia 2016
Wściekłość
Żyjemy zbyt szybko, żeby pielęgnować w sobie empatię. Nie mamy czasu dla siebie i dla swoich bliskich, trudno więc dziwić się, że nie znajdujemy go, aby zatrzymać się na chwilę i pomyśleć o ludzkich tragediach. Coraz częściej łapię się na tym, że informacje o wojnach, mordach i katastrofach odbijają się ode mnie jak kauczukowa piłka - jakby to wszystko, co dzieje się na świecie, mnie nie dotyczyło. Gdzieś wybuchł wulkan, ale na szczęście, w Polsce nie ma wulkanów. Komuś zarżnięto całą rodzinę - ale tu nie ma wojny, więc moja rodzina jest bezpieczna. Taki mechanizm wyparcia to rozprzestrzeniająca się choroba naszych czasów. Myślimy o sobie, żyjemy dla siebie, a czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal...
Etykiety:
Elfride Jelinek,
kultura,
Maja Kleczewska,
opinie,
recenzja,
sztuka,
teatr,
Teatr Powszechny,
Teatr Powszechny w Warszawie,
Wściekłość
czwartek, 17 listopada 2016
"Byt ili ne byt?" - czyli Hamlet ze wschodu
Często śmiejemy się z rosyjskiej kultury i mentalności, zupełnie nie rozumiejąc, co naszym braciom ze wschodu właściwie siedzi w głowach... Na pierwszy rzut oka rosyjska codzienność przypomina czasy polskiej komuny - decyzje polityków brzmią jak kiepski żart, najwyższe stanowiska w państwie zajmują ludzie najmniej do tego przygotowani, pracę w policji, urzędzie, czy w zwykłym nawet barze, odwala się byle jak i właściwie, gdzie by nie spojrzeć, nic nie działa tak, jak powinno. Śmieszne, gdy ogląda się to z boku, ale wyobraźmy sobie, że któregoś dnia budzimy się w samym środku tych absurdalnych zdarzeń - przestaje być zabawnie, prawda?
poniedziałek, 14 listopada 2016
Festen. O koszmarach z przeszłości...
Z rodziną wychodzi się dobrze tylko na zdjęciu... A czasem nawet wspólne zdjęcie nie jest najlepszym pomysłem, bo znienawidzeni bliscy są wstanie zepsuć każde ujęcie. Ile macie w domu fotografii z rodzinnych imprez, które najchętniej spalilibyście w kominku? Niby radosny czas świąt, choinka, góra prezentów i stół uginający się pod ciężarem potraw, a jednak miny uczestników owej biesiady sugerują, że każdy z nich cierpiał w tamtej chwili nieludzkie męki i najchętniej uciekłby stamtąd - gdziekolwiek, byle dalej... Bo rodzina to taki dziwny twór, który z definicji ma być ostoją ciepła, miłości i wzajemnego wsparcia, ale najczęściej jest urzeczywistnieniem wszystkich naszych koszmarów sennych. Jeżeli nie zgadzacie się z powyższą teorią, jesteście nielicznymi szczęśliwcami egzystującymi w szczęśliwych, kochających się rodzinach. Gratulacje, bo to prawdziwa rzadkość...
poniedziałek, 17 października 2016
Bajadera - miłość tysiąca i jednej nocy
Dotychczas święcie wierzyłam, że
na miano najpiękniejszej baletowej historii o miłości zasługuje „Jezioro
Łabędzie”. Osnuta mrokiem baśń o dziewczynie zamienionej w łabędzia przez złego czarnoksiężnika i zakochany mężczyzna, który za wszelką cenę pragnie odwrócić zły czar... Do tego magiczna muzyka Piotra Czajkowskiego i urzekające sekwencje taneczne. Obejrzałam ten spektakl w różnych wersjach i z ręką na sercu muszę przyznać, że byłam oczarowana każdą z nich. No tak, ale wtedy nie znałam jeszcze „Bajadery”…
Etykiety:
Bajadera,
balet,
kultura,
Polski Balet Nrodowy,
recenzja,
sztuka,
taniec,
taniec klasyczny,
teatr,
Teatr Wielki,
Teatr Wielki w Warszawie
niedziela, 16 października 2016
Fatalne zauroczenie
Po zetknięciu z dziełem Antoniego Libery, w głowie pojawia się kluczowe pytanie - czy "Madame" to fikcja literacka, czy autentyczne wspomnienia autora z wczesnych lat młodości? A jeżeli przyjmiemy tezę, że w każdym, nawet najbardziej nieprawdopodobnym dziele jest cząstka prawdy przemycona z życiorysu twórcy, to co w powieści Libery było iluzją, a co prawdą? I chyba najważniejsze - czy tytułowa Madame istniała naprawdę, czy była tylko wytworem bujnej chłopięcej fantazji?
niedziela, 25 września 2016
Co się stało z tamtą klasą?
Zaczęło się od zdjęcia. Na mocno pożółkłej i poszarzałej fotografii widać gromadkę dzieci z Jedwabnego. Maluchy mają na plecach tornistry i dziarsko maszerują do szkoły. Do tutejszej, publicznej szkoły, w której uczyły się i polskie i żydowskie dzieci. Jedna klasa łączyła uczniów o różnym wyznaniu, pochodzeniu i kulturze. Na tym jednym zdjęciu fotograf uchwycił zarówno tych, którzy kilka lat później spłoną żywcem za swoje poglądy, jak i tych, którzy będą ich podpalać...
niedziela, 20 marca 2016
Upiór wiecznie żywy
Zadudniły organy i całą salę wypełniła dobrze znana muzyka, która będzie mnie prześladować przez następne tygodnie, Nie szkodzi. "Upiór w Operze" to wielkie arcydzieło, z którym nigdy się nie rozstałam - od chwili, gdy pierwszy raz obejrzałam ten musical, dobrze znane słowa piosenek brzmią mi w uszach każdego dnia. Chyba mam obsesję, bo pragnienie ponownego zobaczenia "Upiora" przywiodło mnie aż do Opery i Filharmonii Podlaskiej Europejskiego Centrum Sztuki w Białymstoku. Znowu spadł żyrandol, znowu magiczne dźwięki muzyki Andrew Lloyda Webbera oczarowały publiczność, a Damian Aleksander w roli Upiora zahipnotyzował jej damską część swym głębokim, zniewalającym głosem. Można by rzec - nic nowego. Ale kto raz zobaczy to widowisko, pragnie oglądać je w kółko. A miłość do "Upiora", rośnie wraz z każdym kolejnym spektaklem...
niedziela, 7 lutego 2016
Kabaret o lekkim zabarwieniu politycznym
O Teatrze 6. Piętro słyszałam bardzo różne opinie - że to scena celebrytów, słaba rozrywka za duże pieniądze, ale też - świetny repertuar, doskonałe kreacje aktorskie i emocje, które zostają z widzem jeszcze długo po obejrzeniu sztuki... Choć ten autorski projekt aktora, Michała Żebrowskiego i reżysera, Eugeniusza Korina istnieje na warszawskiej mapie kulturalnej już siedem lat, dotąd nie miałam okazji przekonać się, ile scena 6. Piętra ma do zaoferowania tak wybrednemu widzowi, jak ja. Postanowiłam jednak na własnej skórze sprawdzić, które z zasłyszanych opinii są prawdziwe, a które wyssane z palca. Padło na "Politykę". 27 stycznia przestąpiłam próg Pałacu Kultury i Nauki, zajęłam miejsce na widowni i ....
poniedziałek, 1 lutego 2016
Cztery lata
Jest jak dobry przyjaciel. Czasem nie widzimy się długie tygodnie, żeby potem w jeden wieczór nadrobić cały ten okres rozłąki. Nie ocenia mnie, tylko słucha w skupieniu. Jest jak bezpieczny kąt, w którym mogę się schować, kiedy bardzo mi źle. No i przede wszystkim, jest mój. Budowałam go od podstaw swoimi łzami, smutkiem, drobnymi cząstkami szczęścia i chwilami, które chciałam uwiecznić właśnie w tym miejscu. Mój blog kończy dziś cztery lata. Dziękuję Wam, że wciąż jesteście ze mną.
poniedziałek, 25 stycznia 2016
Rozstania i powroty
Wierzę, że w życiu wszystko dzieje się po coś. Nawet decyzje, które podejmujemy samodzielnie, są uwarunkowane jakimś wyższym celem, są częścią jakiegoś planu. Nie wiem jak to działa i kto tym steruje, ale cały ten mechanizm przyczynowo-skutkowy zdumiewa mnie i zachwyca. Coś kończę, żeby zacząć coś zupełnie nowego. Coś rzucam, żeby poświęcić się czemuś innemu. Żegnam kogoś, żeby na mojej drodze pojawił się się ktoś inny. I tak w kółko. Panta rhei...
niedziela, 13 grudnia 2015
Prosta historia o umieraniu
Kto by pomyślał, jak wiele można "pokazać" samymi tylko słowami. Iwan Wyrypajew, posługując się jedynie narracją, stworzył przejmujący i tragiczny obraz życia czwórki bohaterów, którzy szukając lepszych perspektyw w Nowym Jorku, odnajdują tam piekło. Reżyser wprowadza nową jakość przekazu, którą cechuje rzadko spotykany dotąd minimalizm. Na scenie toczy się jedynie gra słów i światła. Nie widzimy nic, a mimo to wiemy wszystko.
niedziela, 29 listopada 2015
Pot i łzy
To musiało się udać. Do pracy nad serialem "Pot i Łzy" zaprzęgnięto najlepszych artystów świata filmu i sceny baletowej. Wśród twórców świetna Moira Walley-Beckett, obsypana nagrodami za scenariusz do "Breaking Bad". Nad wszystkimi sekwencjami tanecznymi czuwał Ethan Stiefel, genialny choreograf i pierwszy solista American Ballet Theatre (Stiefel zagrał jedną z głównych ról w "Center Stage", lata świetlne temu...), a w obsadzie niemal sami tancerze. Piękna choreografia, dużo seksu, większe i mniejsze dramaty, momenty autentycznej grozy. Jeżeli nie mieliście jeszcze okazji zobaczyć tego serialu, zachęcam - naprawdę warto.
środa, 11 listopada 2015
Małe rzeczy
Idąc wzdłuż ulicy, przy której mieszkam, można zauważyć wiele ciekawych oryginalnych, a czasem wręcz zadziwiających swym wyglądem domów. Jeden z nich to stara i podupadła rezydencja, która wygląda, jakby za moment miała zawalić się z głuchym łoskotem. Nie wyróżniałaby się niczym szczególnym, gdyby nie tablica wisząca w centralnym punkcie budynku: "AJ 1930". Dom otacza zapuszczony i zarośnięty ogród, ozdobiony donicami podtrzymywanymi przez obtłuczone gliniane aniołki. W rogu stoi drewniany stół, wokół niego leżą krzesła z połamanymi nogami. Teren przecina mała ścieżka wyłożona kostką brukową. Całość tego upiornego obrazu wieńczy nieczynna fontanna z szarej kamionki, zasypana pożółkłymi liśćmi. Budynek tonie w nieustannym mroku, otoczony gęsto porośniętymi drzewami. Pierwsze, co przychodzi do głowy, gdy spojrzy się na tę posesję, to niesamowity, przerażający wręcz spokój. Tak jakby właściciele domu pewnego dnia, 80 lat temu, najzwyczajniej w świecie wstali od stołu i wyszli, zostawiając wszystko wokoło. Patrzyłam na ten budynek któregoś dnia i nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że w tym miejscu czas się zatrzymał...
niedziela, 18 października 2015
Wszyscy jesteśmy niewolnikami
Jeszcze nigdy nie widziałam sztuki, która tak bardzo by mną wstrząsnęła. Nigdy jeszcze żaden spektakl nie wywołał we mnie tak wielkich wyrzutów sumienia. Strzępka i Demirski ustami grających aktorów po kolei punktowali grzechy całego naszego społeczeństwa. Kazanie do narodu - okraszone seriami wulgaryzmów, wyrzucanych w stronę publiczności, jak pociski z broni palnej - zamknęli prostą, ale jakże bolesną konkluzją: choć podłe czasy pańszczyzny dawno za nami, to jednak w gruncie rzeczy wszyscy wciąż żyjemy w niewoli. Najczęściej na własne życzenie...
niedziela, 20 września 2015
Posprzątaj swoje życie
Porządek w domu, to porządek w życiu... To zdanie pojawiało się w moich tekstach wiele razy. Dlaczego? Bo głęboko wierzę, że stan naszego mieszkania ma ogromny wpływ na nasze samopoczucie, a co za tym idzie - na całe nasze życie. Niestety, mimo zamiłowania do prostych, zadbanych i estetycznych wnętrz, muszę przyznać, że sprzątanie jest dziedziną, która czasem mnie przerasta. I choć wydaje się, że nie ma nic prostszego - wystarczy wyrzucić wszystko na podłogę, ułożyć i starać się przestrzegać wyznaczonego porządku rzeczy, w praktyce jest dużo trudniej. Okazuje się, że naszym największym wrogiem w walce o czystość w mieszkaniu jest nadmiar rzeczy, które gromadzimy latami...
niedziela, 13 września 2015
Dziewczyna z prowincji
Zawsze, kiedy ktoś mnie pyta, czy
żałuję, że wylądowałam na tym zadupiu, przypominam sobie, co widzę każdego
ranka, gdy wyglądam przez okno. A widzę: wielką sosnę otoczoną kilkoma małymi
świerkami. Na przeciwko, po drugiej stronie drogi stoi drewniany płot, za płotem
pług sąsiada, wokoło las. Cisza, którą przerywa czasem turkotanie
przejeżdżających pociągów. I pohukiwanie sów, które budzą lepiej niż mój alarm
w telefonie, Czy żałuję? Nigdy nie byłam tak szczęśliwa.
poniedziałek, 27 lipca 2015
Zbrodnie w Dolinie Muminków
Kryminał najlpeiej smakuje latem - pomyślałam, kończąc kolejną w tym sezonie, trzymającą w napięcu powieść z trupami w tle. Stojąc w dzikich korkach, przewertowałam prawie wszystkie zaległe tomy Jo Nesbo, którego surowy, oszczędny styl i morżące krew w żyłach opisy zbrodni chłodziły mnie w lipcowe upały lepiej, niż orzeźwiający koktajl i zimny podmuch rozkręconej na full klimatyzacji (o Nesbo napiszę niedługo osobny tekst!). Kryminały w ogóle mają tę specyficzną cechę, że po rozwiązaniu jednej zawiłej zagadki, czytelnik od razu nabiera chęci na kolejną. I kiedy z żalem stwierdziłam, że wyczerpałam już chwilowo dostepne zasoby skandynawskiej literatury kryminalnej, przypomniałam sobie o pewnej książce, porzuconej jekiś czas temu w kącie biurka. Zapowiadał się kolejny upalny dzień, kolejne trzy godziny życia spędzone w korkach. Potrzebowałam dobrego kryminału. Bez wahania chwyciłam po powieść Viveki Sten i ruszyłam w drogę.
niedziela, 28 czerwca 2015
"Dziewczyny do wzięcia", "Fantazy", "Lalka". Teatralny czerwiec w Powszechnym
Jeden miesiąc, jeden teatr i trzy wielkie tytuły. Tak właśnie podchodzę o życia - jak się w czymś zakocham, to bez reszty. Jak mi coś smakuje, to mogę jeść w kółko. Jak stracę głowę dla sztuki, to potem wracam co tydzień... Teatr Powszechny to jeden z wielu powodów, dla których warto docenić warszawską Pragę. I od razu muszę przyznać skruszona, że choć z tą instytucją łączy mnie bliskie sąsiedztwo, nie byłam w niej dotąd zbyt częstym gościem. Jednak po tak intensywnym maratonie nie mam wątpliwości, że to się zmieni. Parafrazując tytuł "Lalki" w reżyserii Wojciecha Farugi - "Najlepsze przed nami"...
niedziela, 21 czerwca 2015
I że Cię nie opuszczę...
Chciałam zacząć wstęp od zdania "wbrew temu, co mówi tytuł, to nie jest tekst o miłości", ale byłoby to oczywiste kłamstwo. Ten tekst jest o miłości - o wielkim uczuciu do przedmiotów, które każdego dnia ratują mi życie.
niedziela, 14 czerwca 2015
Zrób sobie raj
Patrząc na prace znanego czeskiego artysty, Davida Cernego, nieraz usiłowałam sobie wyobrazić, jakby to było, gdyby któraś z jego rzeźb stanęła na jednej z polskich ulic. Na przykład w Warszawie, na Krakowskim Przedmieściu. Gdyby zamiast tego posmoleńskiego krzyża postawić tam figurę mężczyzny z odbytem zamiast twarzy, albo wielką dłoń z wystawionym do góry środkowym palcem? Co by wtedy było? Zapewne byłby szok. Byłby skandal, spekulacje na temat rosyjskiej prowokacji, a zgorszone społeczeństwo domagałoby się spalenia Cernego na stosie, wraz z jego rzeźbami. Taki mamy naród. Jednak to te właśnie, wymienione wyżej dzieła Cernego, a także wiele wiele innych, równie ciekawych rzeźb, to dziś wizytówki Czech, bardziej oblegane niż Hradczany czy Most Karola. Jeżeli kiedykolwiek będziecie w Pradze, koniecznie wybierzcie się na spacer śladami dzieł Cernego. Ja najbardziej lubię rzeźbę przedstawiającą mężczyzn nonszalancko sikających do sadzawki w kształcie mapy Republiki Czeskiej, stojącą przed Muzeum Kafki w Małej Stranie. Widok dla niektórych obrazoburczy, ale ta praca chyba najbardziej oddaje ducha czeskiej mentalności. Bo pomiędzy Czechami i Polakami istnieje ideologiczna przepaść - podczas gdy my bijemy się w pierś, unosimy dumą, bronimy Boga, honoru i ojczyzny, oni na wszystko leją i mają wszystko dupie...
Etykiety:
ateizm,
Czechy,
David Cerny,
filozofia,
książka,
książki,
kultura,
literatura,
Mariusz Szczygieł,
podróże,
Praga,
recenzja,
religia,
socjologia,
społeczeństwo,
wiara
poniedziałek, 4 maja 2015
Felieton o gadaniu
Dawno, dawno temu, kiedy podjęłam decyzję, że wyświechtany zeszyt w kratkę zamieniam na bloga, chciałam pisać luźne, zupełnie przypadkowe teksty, pozbawione zadęcia, pompatyczności, wyrzeźbionego starannie początku, dopracowanego rozwinięcia i perfekcyjnego zakończenia, a także całej masy zasad, którymi zwykle kierują się ludzie piszący. Chciałam pisać tak, jakbym właśnie siedziała w kawiarni, w pozie lekko rozwalonej, z rękami na brzuchu i bez pośpiechu opowiadała Wam o wszystkim i o niczym. To miał być blog gadany, pełen tekstów bez ładu i składu, w których jednak moglibyście czasem odnaleźć cząstkę własnych myśli...
niedziela, 12 kwietnia 2015
Muszę? Nic nie muszę
Koniecznie musisz odwiedzić tę nową, bardzo modną knajpę w centrum. Dlaczego? Jak to dlaczego? Wszyscy już tam byli! I musisz przeczytać ten genialny poradnik o diecie raw. Co to jest dieta raw? Naprawdę tego nie wiesz?! Skąd Ty się urwałaś... No i koniecznie załóż sobie konto na Instagramie. Jak to, po co? Każdy ma Instagrama... Czasem mam wrażenie, że Ty mentalnie tkwisz w gdzieś w okolicach średniowiecza... O co chodzi z tym baletem? Zapisałabyś się na zumbę, albo salsę, jak normalny człowiek. Przecież baletu nie da się tańczyć w klubie. A propos klubu - jest takie nowe miejsce, blisko Zachęty. Musisz tam kiedyś wpaść. Ach - i zacznij się w końcu checkinować na fejsie, bo ludzie pomyślą, że umarłaś...
wtorek, 31 marca 2015
Miłość, cierpienie i śmierć. "Romeo i Julia" w Teatrze Wielkim
Wydawałoby się, że o słynnych kochankach
Szekspira powiedziano już wszystko. Tragiczną historię Romea i Julii,
zakochanej pary pochodzącej z dwóch skłóconych rodów zna przecież niemal każde dziecko. Czy ta historia może jeszcze czymś zaskoczyć? I co
najważniejsze, czy może jeszcze wzruszyć? Może - jestem tego żywym przykładem.
Z ogromną ciekawością wybrałam się na balet Krzysztofa Pastora. Przez dwie
godziny z trudem trzymałam fason, ale w finałowej scenie łzy płynęły mi już ciurkiem i nic nie mogłam na to poradzić...
Etykiety:
balet,
Krzysztof Pastor,
kultura,
psychologia,
recenzja,
refleksje,
Romeo i Julia,
taniec,
teatr,
Teatr Wielki,
Teatr Wielki w Warszawie
poniedziałek, 23 marca 2015
Kreacje 7
Tydzień pod znakiem tańca to u mnie nic nowego, ale miniony weekend był
wyjątkowy - niemal w całości spędziłam go w Teatrze Wielkim. Dwa intensywne dni
pracy nad choreografią zwieńczyły niesamowite Kreacje 7 - pokaz miniatur tanecznych,
stworzonych przez tancerzy Polskiego Baletu Narodowego.
niedziela, 22 marca 2015
10 scen z życia
Późny wieczór. Uroczysta premiera w
warszawskim Teatrze Wielkim. Sala Moniuszki pęka w szwach. Dyrygent daje znak
orkiestrze, gasną światła i rozbrzmiewa dobrze znana muzyka. Oglądam spektakl z
dziwnej perspektywy, jakbym siedziała wysoko, wysoko na górze - nie na
balkonie, ale na żyrandolu... Wśród widzów na sali rozpoznaję moich znajomych,
rodzinę i masę innych osób, które znam bardziej, bądź mniej... Po scenie
pląsają łabędzie, czarnoksiężnik Rotbart, książę Zygfryd, ale czegoś
brakuje... Gdzie jest Odetta?
niedziela, 8 marca 2015
Słoik szczęścia
Jakiś czas temu, nękana myślami, że moje życie stało się jednostajne,
monotonne i zupełnie pozbawione jakichkolwiek elementów zaskoczenia,
postanowiłam założyć słoik szczęścia. Wyciągnęłam z szafki najładniejszy słoik
po jakiejś absurdalnie drogiej konfiturze, ozdobiłam go tak, że mógłby
spokojnie konkurować z choinkami w perfumeriach Douglas i postawiłam na górnej
półce nad biurkiem, żeby błyszczał, zachwycał moje oczy bogactwem wszystkiego,
co miałam w pudełku z guzikami i przede wszystkim, łapał dla mnie pojedyncze
chwile radości. A przynajmniej, taki był plan...
niedziela, 22 lutego 2015
Pas de deux na ekranie, czyli o balecie w kinie
Balet to nie tylko
piękne widowisko teatralne, ale także niezwykle efektowne dopełnienie niejednej
fabuły filmowej. Reżyserzy coraz chętniej wpuszczają na plan wiotkie tancerki, wierząc, że każdy, nawet najmarniejszy scenariusz zyska w oczach widza,
gdy w tle dogorywającej akcji pojawią się pląsające śnieżynki, łabędzie, czy
cukrowe wróżki. Niewątpliwie mają rację. Choć dla wielu z Was balet to
prehistoryczny, wymarły gatunek tańca, to jednak wiele tytułów zyskało
uznanie widzów właśnie dzięki zgrabnie wplecionej w tło sztuce baletowej.
Filmów nawiązujących do tańca klasycznego jest całkiem sporo, ale tych
naprawdę wartych uwagi zaledwie kilka...
niedziela, 1 lutego 2015
To już trzy lata!
Moje życie
składa się z samych małych - wielkich rewolucji, kryzysów, niespodzianek i
nagłych zwrotów akcji, o których podobno potrafię opowiadać z dużą dozą
autoironii. To dobrze. Gdyby nie wrodzony sarkazm, załamałabym się już z milion
razy, a tak, raczę znajomych bogatymi w szczegóły historiami wziętymi - o
zgrozo - z mojego własnego życiorysu... Przy którejś okazji, kiedy opowiadałam
K o kolejnym z moich burzliwych związków, który skończył się zanim w ogóle się
rozpoczął, stwierdziła, że bez dwóch zdań powinnam zacząć prowadzić
bloga.
niedziela, 25 stycznia 2015
Głosy Pamano
Czasem dochodzę do wniosku, że miłość do książek, to jedna z najgorszych rzeczy, jakie przytrafiły mi się w życiu. O ile byłoby ono łatwiejsze, gdybym TAK bardzo nie przeżywała wszystkiego, co czytam. Bo moja fascynacja literaturą oznacza dużo więcej niż zwykłe czytanie. Pochłaniając kolejne lektury, przywiązuję się do każdego z bohaterów, cierpię razem z nimi, wchodzę w ich skórę, w ich rzeczywistość. Nazwałabym to czytaniem destrukcyjnym, bo kontemplacja literatury często autentycznie mnie boli.
niedziela, 18 stycznia 2015
Mężczyznom mojego życia
Grudzień,
późne popołudnie. Za oknem piękny widok na zalane deszczem Aleje Jerozolimskie.
Razem z D niespiesznie kontemplujemy smak doskonałej kubańskiej kawy zaparzonej
w doskonałym włoskim ekspresie. Borysek, uroczy, tłuściutki potomek D i jej
męża, siedzi grzecznie w kojcu, całkowicie zaabsorbowany wielką pluszową żyrafą
i toczy ze sobą monolog w zupełnie dla nas niezrozumiałym języku. Korzystając z
tej rozkosznej chwili spokoju, pochłaniamy czekoladowe ciastka, narzekamy na
swoje życie, jednocześnie podkreślając, że w gruncie rzeczy nie jest wcale
takie złe.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















































