niedziela, 11 grudnia 2016

Dama w opałach


Starzy ludzie są jak cienie dawnych istnień. Snują się po świece niezauważeni i próżno szukają dla siebie miejsca w czasach, gdzie jedyną wartością jest młodość. Na pytanie czym jest współczesność, najłatwiej odpowiedzieć, że to taki okres, gdzie liczy się witalność i uroda, gdzie człowiek po osiągnięciu pewnego weku staje się bezużyteczny, zawadza i psuje tylko krajobraz wszechobecnej nowoczesności, nie dostrzegając chyba, że pasuje do tego świata jak kwiatek do kożucha...

niedziela, 4 grudnia 2016

Wściekłość



Żyjemy zbyt szybko, żeby pielęgnować w sobie empatię. Nie mamy czasu dla siebie i dla swoich bliskich, trudno więc dziwić się, że nie znajdujemy go, aby zatrzymać się na chwilę i pomyśleć o ludzkich tragediach. Coraz częściej łapię się na tym, że informacje o wojnach, mordach i katastrofach odbijają się ode mnie jak kauczukowa piłka - jakby to wszystko, co dzieje się na świecie, mnie nie dotyczyło. Gdzieś wybuchł wulkan, ale na szczęście, w Polsce nie ma wulkanów. Komuś zarżnięto całą rodzinę - ale tu nie ma wojny, więc moja rodzina jest bezpieczna. Taki mechanizm wyparcia to rozprzestrzeniająca się choroba naszych czasów. Myślimy o sobie, żyjemy dla siebie, a czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal...

czwartek, 17 listopada 2016

"Byt ili ne byt?" - czyli Hamlet ze wschodu


Często śmiejemy się z rosyjskiej kultury i mentalności, zupełnie nie rozumiejąc, co naszym braciom ze wschodu właściwie siedzi w głowach... Na pierwszy rzut oka rosyjska codzienność przypomina czasy polskiej komuny - decyzje polityków brzmią jak kiepski żart, najwyższe stanowiska w państwie zajmują ludzie najmniej do tego przygotowani, pracę w policji, urzędzie, czy w zwykłym nawet barze, odwala się byle jak i właściwie, gdzie by nie spojrzeć, nic nie działa tak, jak powinno. Śmieszne, gdy ogląda się to z boku, ale wyobraźmy sobie, że któregoś dnia budzimy się w samym środku tych absurdalnych zdarzeń - przestaje być zabawnie, prawda?  

poniedziałek, 14 listopada 2016

Festen. O koszmarach z przeszłości...


Z rodziną wychodzi się dobrze tylko na zdjęciu... A czasem nawet wspólne zdjęcie nie jest najlepszym pomysłem, bo znienawidzeni bliscy są wstanie zepsuć każde ujęcie. Ile macie w domu fotografii z rodzinnych imprez, które najchętniej spalilibyście w kominku? Niby radosny czas świąt, choinka, góra prezentów i stół uginający się pod ciężarem potraw, a jednak miny uczestników owej biesiady sugerują, że każdy z nich cierpiał w tamtej chwili nieludzkie męki i najchętniej uciekłby stamtąd - gdziekolwiek, byle dalej... Bo rodzina to taki dziwny twór, który z definicji ma być ostoją ciepła, miłości i wzajemnego wsparcia, ale najczęściej jest urzeczywistnieniem wszystkich naszych koszmarów sennych. Jeżeli nie zgadzacie się z powyższą teorią, jesteście nielicznymi szczęśliwcami egzystującymi w szczęśliwych, kochających się rodzinach. Gratulacje, bo to prawdziwa rzadkość...


poniedziałek, 17 października 2016

Bajadera - miłość tysiąca i jednej nocy


Dotychczas święcie wierzyłam, że na miano najpiękniejszej baletowej historii o miłości zasługuje „Jezioro Łabędzie”. Osnuta mrokiem baśń o dziewczynie zamienionej w łabędzia przez złego czarnoksiężnika i zakochany mężczyzna, który za wszelką cenę pragnie odwrócić zły czar... Do tego magiczna muzyka Piotra Czajkowskiego i urzekające sekwencje taneczne. Obejrzałam ten spektakl w różnych wersjach i z ręką na sercu muszę przyznać, że byłam oczarowana każdą z nich. No tak, ale wtedy nie znałam jeszcze „Bajadery”

niedziela, 16 października 2016

Fatalne zauroczenie


Po zetknięciu z dziełem Antoniego Libery, w głowie pojawia się kluczowe pytanie - czy "Madame" to fikcja literacka, czy autentyczne wspomnienia autora z wczesnych lat młodości? A jeżeli przyjmiemy tezę, że w każdym, nawet najbardziej nieprawdopodobnym dziele jest cząstka prawdy przemycona z życiorysu twórcy, to co w powieści Libery było iluzją, a co prawdą? I chyba najważniejsze - czy tytułowa Madame istniała naprawdę, czy była tylko wytworem bujnej chłopięcej fantazji? 

niedziela, 25 września 2016

Co się stało z tamtą klasą?


Zaczęło się od zdjęcia. Na mocno pożółkłej i poszarzałej fotografii widać gromadkę dzieci z Jedwabnego. Maluchy mają na plecach tornistry i dziarsko maszerują do szkoły. Do tutejszej, publicznej szkoły, w której uczyły się i polskie i żydowskie dzieci. Jedna klasa łączyła uczniów o różnym wyznaniu, pochodzeniu i kulturze. Na tym jednym zdjęciu fotograf uchwycił zarówno tych, którzy kilka lat później spłoną żywcem za swoje poglądy, jak i tych, którzy będą ich podpalać...

niedziela, 20 marca 2016

Upiór wiecznie żywy


Zadudniły organy i całą salę wypełniła dobrze znana muzyka, która będzie mnie prześladować przez następne tygodnie, Nie szkodzi. "Upiór w Operze" to wielkie arcydzieło, z którym nigdy się nie rozstałam - od chwili, gdy pierwszy raz obejrzałam ten musical, dobrze znane słowa piosenek brzmią mi w uszach każdego dnia. Chyba mam obsesję, bo pragnienie ponownego zobaczenia "Upiora" przywiodło mnie aż do Opery i Filharmonii Podlaskiej Europejskiego Centrum Sztuki w Białymstoku. Znowu spadł żyrandol, znowu magiczne dźwięki muzyki Andrew Lloyda Webbera oczarowały publiczność, a Damian Aleksander w roli Upiora zahipnotyzował jej damską część swym głębokim, zniewalającym głosem. Można by rzec - nic nowego. Ale kto raz zobaczy to widowisko, pragnie oglądać je w kółko. A miłość do "Upiora", rośnie wraz z każdym kolejnym spektaklem...

niedziela, 7 lutego 2016

Kabaret o lekkim zabarwieniu politycznym


O Teatrze 6. Piętro słyszałam bardzo różne opinie - że to scena celebrytów, słaba rozrywka za duże pieniądze, ale też - świetny repertuar, doskonałe kreacje aktorskie i emocje, które zostają z widzem jeszcze długo po obejrzeniu sztuki... Choć ten autorski projekt aktora, Michała Żebrowskiego i reżysera, Eugeniusza Korina istnieje na warszawskiej mapie kulturalnej już siedem lat, dotąd nie miałam okazji przekonać się,  ile scena 6. Piętra ma do zaoferowania tak wybrednemu widzowi, jak ja. Postanowiłam jednak na własnej skórze sprawdzić, które z zasłyszanych opinii są prawdziwe, a które wyssane z palca. Padło na "Politykę". 27 stycznia przestąpiłam próg Pałacu Kultury i Nauki, zajęłam miejsce na widowni i ....

poniedziałek, 1 lutego 2016

Cztery lata


Jest jak dobry przyjaciel. Czasem nie widzimy się długie tygodnie, żeby potem w jeden wieczór nadrobić cały ten okres rozłąki. Nie ocenia mnie, tylko słucha w skupieniu. Jest jak bezpieczny kąt, w którym mogę się schować, kiedy bardzo mi źle. No i przede wszystkim, jest mój. Budowałam go od podstaw swoimi łzami, smutkiem, drobnymi cząstkami szczęścia i chwilami, które chciałam uwiecznić właśnie w tym miejscu. Mój blog kończy dziś cztery lata. Dziękuję Wam, że wciąż jesteście ze mną.

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Rozstania i powroty


Wierzę, że w życiu wszystko dzieje się po coś. Nawet decyzje, które podejmujemy samodzielnie, są uwarunkowane jakimś wyższym celem, są częścią jakiegoś planu. Nie wiem jak to działa i kto tym steruje, ale cały ten mechanizm przyczynowo-skutkowy zdumiewa mnie i zachwyca. Coś kończę, żeby zacząć coś zupełnie nowego. Coś rzucam, żeby poświęcić się czemuś innemu. Żegnam kogoś, żeby na mojej drodze pojawił się się ktoś inny. I tak w kółko. Panta rhei...

niedziela, 13 grudnia 2015

Prosta historia o umieraniu


Kto by pomyślał, jak wiele można "pokazać" samymi tylko słowami. Iwan Wyrypajew, posługując się jedynie narracją, stworzył przejmujący i tragiczny obraz życia czwórki bohaterów, którzy szukając lepszych perspektyw w Nowym Jorku, odnajdują tam piekło. Reżyser wprowadza nową jakość przekazu, którą cechuje rzadko spotykany dotąd minimalizm. Na scenie toczy się jedynie gra słów i światła. Nie widzimy nic, a mimo to wiemy wszystko.

niedziela, 29 listopada 2015

Pot i łzy



To musiało się udać. Do pracy nad serialem "Pot i Łzy" zaprzęgnięto najlepszych artystów świata filmu i sceny baletowej. Wśród twórców świetna Moira Walley-Beckett, obsypana nagrodami za scenariusz do "Breaking Bad". Nad wszystkimi sekwencjami tanecznymi czuwał Ethan Stiefel, genialny choreograf i pierwszy solista American Ballet Theatre (Stiefel zagrał jedną z głównych ról w "Center Stage", lata świetlne temu...), a w obsadzie niemal sami tancerze. Piękna choreografia, dużo seksu, większe i mniejsze dramaty, momenty autentycznej grozy. Jeżeli nie mieliście jeszcze okazji zobaczyć tego serialu, zachęcam - naprawdę warto.

środa, 11 listopada 2015

Małe rzeczy


Idąc wzdłuż ulicy, przy której mieszkam, można zauważyć wiele ciekawych oryginalnych, a czasem wręcz zadziwiających swym wyglądem domów. Jeden z nich to stara i podupadła rezydencja, która wygląda, jakby za moment miała zawalić się z głuchym łoskotem. Nie wyróżniałaby się niczym szczególnym, gdyby nie tablica wisząca w centralnym punkcie budynku: "AJ 1930". Dom otacza zapuszczony i zarośnięty ogród, ozdobiony donicami podtrzymywanymi przez obtłuczone gliniane aniołki. W rogu stoi drewniany stół, wokół niego leżą krzesła z połamanymi nogami. Teren przecina mała ścieżka wyłożona kostką brukową.  Całość tego upiornego obrazu wieńczy nieczynna fontanna z szarej kamionki, zasypana pożółkłymi liśćmi. Budynek tonie w nieustannym mroku, otoczony gęsto porośniętymi drzewami. Pierwsze, co przychodzi do głowy, gdy spojrzy się na tę posesję, to niesamowity, przerażający wręcz spokój. Tak jakby właściciele domu pewnego dnia, 80 lat temu, najzwyczajniej w świecie wstali od stołu i wyszli, zostawiając wszystko wokoło. Patrzyłam na ten budynek któregoś dnia i nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że w tym miejscu czas się zatrzymał...

niedziela, 18 października 2015

Wszyscy jesteśmy niewolnikami


Jeszcze nigdy nie widziałam sztuki, która tak bardzo by mną wstrząsnęła. Nigdy jeszcze żaden spektakl nie wywołał we mnie tak wielkich wyrzutów sumienia. Strzępka i Demirski ustami grających aktorów po kolei punktowali grzechy całego naszego społeczeństwa. Kazanie do narodu - okraszone seriami wulgaryzmów, wyrzucanych w stronę publiczności, jak pociski z broni palnej - zamknęli prostą, ale jakże bolesną konkluzją: choć podłe czasy pańszczyzny dawno za nami, to jednak w gruncie rzeczy wszyscy wciąż żyjemy w niewoli. Najczęściej na własne życzenie...

niedziela, 20 września 2015

Posprzątaj swoje życie


Porządek w domu, to porządek w życiu... To zdanie pojawiało się w moich tekstach wiele razy. Dlaczego? Bo głęboko wierzę, że stan naszego mieszkania ma ogromny wpływ na nasze samopoczucie, a co za tym idzie - na całe nasze życie. Niestety, mimo zamiłowania do prostych, zadbanych i estetycznych wnętrz, muszę przyznać, że sprzątanie jest dziedziną, która czasem mnie przerasta. I choć wydaje się, że nie ma nic prostszego - wystarczy wyrzucić wszystko na podłogę, ułożyć i starać się przestrzegać wyznaczonego porządku rzeczy, w praktyce jest dużo trudniej. Okazuje się, że naszym największym wrogiem w walce o czystość w mieszkaniu jest nadmiar rzeczy, które gromadzimy latami...


niedziela, 13 września 2015

Dziewczyna z prowincji


Zawsze, kiedy ktoś mnie pyta, czy żałuję, że wylądowałam na tym zadupiu, przypominam sobie, co widzę każdego ranka, gdy wyglądam przez okno. A widzę: wielką sosnę otoczoną kilkoma małymi świerkami. Na przeciwko, po drugiej stronie drogi stoi drewniany płot, za płotem pług sąsiada, wokoło las. Cisza, którą przerywa czasem turkotanie przejeżdżających pociągów. I pohukiwanie sów, które budzą lepiej niż mój alarm w telefonie, Czy żałuję? Nigdy nie byłam tak szczęśliwa.

poniedziałek, 27 lipca 2015

Zbrodnie w Dolinie Muminków


Kryminał najlpeiej smakuje latem - pomyślałam, kończąc kolejną w tym sezonie, trzymającą w napięcu powieść z trupami w tle. Stojąc w dzikich korkach, przewertowałam prawie wszystkie zaległe tomy Jo Nesbo, którego surowy, oszczędny styl i morżące krew w żyłach opisy zbrodni chłodziły mnie w lipcowe upały lepiej, niż orzeźwiający koktajl i zimny podmuch rozkręconej na full klimatyzacji (o Nesbo napiszę niedługo osobny tekst!). Kryminały w ogóle mają tę specyficzną cechę, że po rozwiązaniu jednej zawiłej zagadki, czytelnik od razu nabiera chęci na kolejną. I kiedy z żalem stwierdziłam, że wyczerpałam już chwilowo dostepne zasoby skandynawskiej literatury kryminalnej, przypomniałam sobie o pewnej książce, porzuconej jekiś czas temu w kącie biurka. Zapowiadał się kolejny upalny dzień, kolejne trzy godziny życia spędzone w korkach. Potrzebowałam dobrego kryminału. Bez wahania chwyciłam po powieść Viveki Sten i ruszyłam w drogę.

niedziela, 28 czerwca 2015

"Dziewczyny do wzięcia", "Fantazy", "Lalka". Teatralny czerwiec w Powszechnym


Jeden miesiąc, jeden teatr i trzy wielkie tytuły. Tak właśnie podchodzę o życia - jak się w czymś zakocham, to bez reszty. Jak mi coś smakuje, to mogę jeść w kółko. Jak stracę głowę dla sztuki, to potem wracam co tydzień... Teatr Powszechny to jeden z wielu powodów, dla których warto docenić warszawską Pragę. I od razu muszę przyznać skruszona, że choć z tą instytucją łączy mnie bliskie sąsiedztwo, nie byłam w niej dotąd zbyt częstym gościem. Jednak po tak intensywnym maratonie nie mam wątpliwości, że to się zmieni. Parafrazując tytuł "Lalki" w reżyserii Wojciecha Farugi - "Najlepsze przed nami"...

niedziela, 21 czerwca 2015

I że Cię nie opuszczę...


Chciałam zacząć wstęp od zdania "wbrew temu, co mówi tytuł, to nie jest tekst o miłości", ale byłoby to oczywiste kłamstwo. Ten tekst jest o miłości - o wielkim uczuciu do przedmiotów, które każdego dnia ratują mi życie.

niedziela, 14 czerwca 2015

Zrób sobie raj


Patrząc na prace znanego czeskiego artysty, Davida Cernego, nieraz usiłowałam sobie wyobrazić, jakby to było, gdyby któraś z jego rzeźb stanęła na jednej z polskich ulic. Na przykład w Warszawie, na Krakowskim Przedmieściu. Gdyby zamiast tego posmoleńskiego krzyża postawić tam figurę mężczyzny z odbytem zamiast twarzy, albo wielką dłoń z wystawionym do góry środkowym palcem? Co by wtedy było? Zapewne byłby szok. Byłby skandal, spekulacje na temat rosyjskiej prowokacji, a zgorszone społeczeństwo domagałoby się spalenia Cernego na stosie, wraz z jego rzeźbami. Taki mamy naród. Jednak to te właśnie, wymienione wyżej dzieła Cernego, a także wiele wiele innych, równie ciekawych rzeźb, to dziś wizytówki Czech, bardziej oblegane niż Hradczany czy Most Karola. Jeżeli kiedykolwiek będziecie w Pradze, koniecznie wybierzcie się na spacer śladami dzieł Cernego. Ja najbardziej lubię rzeźbę przedstawiającą mężczyzn nonszalancko sikających do sadzawki w kształcie mapy Republiki Czeskiej, stojącą przed Muzeum Kafki w Małej Stranie. Widok dla niektórych obrazoburczy, ale ta praca chyba najbardziej oddaje ducha czeskiej mentalności. Bo pomiędzy Czechami i Polakami istnieje ideologiczna przepaść - podczas gdy my bijemy się w pierś, unosimy dumą, bronimy Boga, honoru i ojczyzny, oni na wszystko leją i mają wszystko dupie...


poniedziałek, 4 maja 2015

Felieton o gadaniu


Dawno, dawno temu, kiedy podjęłam decyzję, że wyświechtany zeszyt w kratkę zamieniam na bloga, chciałam pisać luźne, zupełnie przypadkowe teksty, pozbawione zadęcia, pompatyczności, wyrzeźbionego starannie początku, dopracowanego rozwinięcia i perfekcyjnego zakończenia, a także całej masy zasad, którymi zwykle kierują się ludzie piszący. Chciałam pisać tak, jakbym właśnie siedziała w kawiarni, w pozie lekko rozwalonej, z rękami na brzuchu i bez pośpiechu opowiadała Wam o wszystkim i o niczym. To miał być blog gadany, pełen tekstów bez ładu i składu, w których jednak moglibyście czasem odnaleźć cząstkę własnych myśli...

niedziela, 12 kwietnia 2015

Muszę? Nic nie muszę


Koniecznie musisz odwiedzić tę nową, bardzo modną knajpę w centrum. Dlaczego? Jak to dlaczego? Wszyscy już tam byli! I musisz przeczytać ten genialny poradnik o diecie raw. Co to jest dieta raw? Naprawdę tego nie wiesz?! Skąd Ty się urwałaś... No i koniecznie załóż sobie konto na Instagramie. Jak to, po co? Każdy ma Instagrama... Czasem mam wrażenie, że Ty mentalnie tkwisz w gdzieś w okolicach średniowiecza... O co chodzi z tym baletem? Zapisałabyś się na zumbę, albo salsę, jak normalny człowiek. Przecież baletu nie da się tańczyć w klubie. A propos klubu - jest takie nowe miejsce, blisko Zachęty. Musisz tam kiedyś wpaść. Ach - i zacznij się w końcu checkinować na fejsie, bo ludzie pomyślą, że umarłaś...

wtorek, 31 marca 2015

Miłość, cierpienie i śmierć. "Romeo i Julia" w Teatrze Wielkim


Wydawałoby się, że o słynnych kochankach Szekspira powiedziano już wszystko. Tragiczną historię Romea i Julii, zakochanej pary pochodzącej z dwóch skłóconych rodów zna przecież niemal każde dziecko. Czy ta historia może jeszcze czymś zaskoczyć? I co najważniejsze, czy może jeszcze wzruszyć? Może - jestem tego żywym przykładem. Z ogromną ciekawością wybrałam się na balet Krzysztofa Pastora. Przez dwie godziny z trudem trzymałam fason, ale w finałowej scenie łzy płynęły mi już ciurkiem i nic nie mogłam na to poradzić...

poniedziałek, 23 marca 2015

Kreacje 7


Tydzień pod znakiem tańca to u mnie nic nowego, ale miniony weekend był wyjątkowy - niemal w całości spędziłam go w Teatrze Wielkim. Dwa intensywne dni pracy nad choreografią zwieńczyły niesamowite Kreacje 7 - pokaz miniatur tanecznych, stworzonych przez tancerzy Polskiego Baletu Narodowego. 

niedziela, 22 marca 2015

10 scen z życia


Późny wieczór. Uroczysta premiera w warszawskim Teatrze Wielkim. Sala Moniuszki pęka w szwach. Dyrygent daje znak orkiestrze, gasną światła i rozbrzmiewa dobrze znana muzyka. Oglądam spektakl z dziwnej perspektywy, jakbym siedziała wysoko, wysoko na górze - nie na balkonie, ale na żyrandolu... Wśród widzów na sali rozpoznaję moich znajomych, rodzinę i masę innych osób, które znam bardziej, bądź mniej... Po scenie pląsają łabędzie, czarnoksiężnik Rotbart, książę Zygfryd, ale czegoś brakuje... Gdzie jest Odetta?

niedziela, 8 marca 2015

Słoik szczęścia


Jakiś czas temu, nękana myślami, że moje życie stało się jednostajne, monotonne i zupełnie pozbawione jakichkolwiek elementów zaskoczenia, postanowiłam założyć słoik szczęścia. Wyciągnęłam z szafki najładniejszy słoik po jakiejś absurdalnie drogiej konfiturze, ozdobiłam go tak, że mógłby spokojnie konkurować z choinkami w perfumeriach Douglas i postawiłam na górnej półce nad biurkiem, żeby błyszczał, zachwycał moje oczy bogactwem wszystkiego, co miałam w pudełku z guzikami i przede wszystkim, łapał dla mnie pojedyncze chwile radości. A przynajmniej, taki był plan... 

niedziela, 22 lutego 2015

Pas de deux na ekranie, czyli o balecie w kinie


Balet to nie tylko piękne widowisko teatralne, ale także niezwykle efektowne dopełnienie niejednej fabuły filmowej. Reżyserzy coraz chętniej wpuszczają na plan wiotkie tancerki, wierząc, że każdy, nawet najmarniejszy scenariusz zyska w oczach widza, gdy w tle dogorywającej akcji pojawią się pląsające śnieżynki, łabędzie, czy cukrowe wróżki. Niewątpliwie mają rację. Choć dla wielu z Was balet to prehistoryczny, wymarły gatunek tańca, to jednak wiele tytułów zyskało uznanie widzów właśnie dzięki zgrabnie wplecionej w tło sztuce baletowej. Filmów nawiązujących do tańca klasycznego jest całkiem sporo, ale tych naprawdę wartych uwagi zaledwie kilka...

niedziela, 1 lutego 2015

To już trzy lata!


Moje życie składa się z samych małych - wielkich rewolucji, kryzysów, niespodzianek i nagłych zwrotów akcji, o których podobno potrafię opowiadać z dużą dozą autoironii. To dobrze. Gdyby nie wrodzony sarkazm, załamałabym się już z milion razy, a tak, raczę znajomych bogatymi w szczegóły historiami wziętymi - o zgrozo - z mojego własnego życiorysu... Przy którejś okazji, kiedy opowiadałam K o kolejnym z moich burzliwych związków, który skończył się zanim w ogóle się rozpoczął, stwierdziła, że bez dwóch zdań powinnam zacząć prowadzić bloga. 

niedziela, 25 stycznia 2015

Głosy Pamano


Czasem dochodzę do wniosku, że miłość do książek, to jedna z najgorszych rzeczy, jakie przytrafiły mi się w życiu. O ile byłoby ono łatwiejsze, gdybym TAK bardzo nie przeżywała wszystkiego, co czytam. Bo moja fascynacja literaturą oznacza dużo więcej niż zwykłe czytanie. Pochłaniając kolejne lektury, przywiązuję się do każdego z bohaterów, cierpię razem z nimi, wchodzę w ich skórę, w ich rzeczywistość. Nazwałabym to czytaniem destrukcyjnym, bo kontemplacja literatury często autentycznie mnie boli. 

niedziela, 18 stycznia 2015

Mężczyznom mojego życia


Grudzień, późne popołudnie. Za oknem piękny widok na zalane deszczem Aleje Jerozolimskie. Razem z D niespiesznie kontemplujemy smak doskonałej kubańskiej kawy zaparzonej w doskonałym włoskim ekspresie. Borysek, uroczy, tłuściutki potomek D i jej męża, siedzi grzecznie w kojcu, całkowicie zaabsorbowany wielką pluszową żyrafą i toczy ze sobą monolog w zupełnie dla nas niezrozumiałym języku. Korzystając z tej rozkosznej chwili spokoju, pochłaniamy czekoladowe ciastka, narzekamy na swoje życie, jednocześnie podkreślając, że w gruncie rzeczy nie jest wcale takie złe. 

wtorek, 30 grudnia 2014

Dziadek do Orzechów - bajka, od której wszystko się zaczęło


Podobno z pasjami jest tak samo, jak z miłością - wystarczy jedna chwila, ułamek sekundy i już wiesz, że to właśnie to. Podobno pasja jest jak klątwa - niespełniona i zaniedbana, prześladuje przez całe życie. Podobno nigdy nie jest za późno, żeby wrócić do tego, co się kocha całym sercem. Podobno dla pasji warto żyć, zatracać się w niej bez reszty, cierpieć i umierać. 

sobota, 20 grudnia 2014

1914 - taniec śmierci w trzech częściach



Plakaty "1914" prześladowały mnie przez wiele tygodni. Wiedziałam, że w końcu zobaczę ten spektakl. Wiedziałam, że nie mogę go przegapić. I choć jestem miłośnikiem klasyki i rzadko kiedy podobają mi się współczesne sztuki baletowe, to jednak zgodnie z wcześniejszymi przeczuciami, zasiadłam wreszcie na widowni Teatru Wielkiego i już po chwili udzielił mi się nastrój pełnego napięcia oczekiwania jakie opanowało całą, zapełnioną po brzegi salę. Nie przeglądałam wnikliwie programu, nie czytałam recenzji. Nie miałam pojęcia, co zobaczę za moment, ale wiedziałam, że nie będę rozczarowana. Balet to jedna z tych niewielu rzeczy w życiu, które nigdy mnie nie rozczarują.

niedziela, 14 grudnia 2014

Dziury w baletkach


Dawno, dawno temu, jakieś pięć lat wstecz, wpadła mi w ręce niezwykle fascynująca książka o taoizmie. Byłam akurat na etapie szukania siebie w tym wielkim chaosie, jakim jest życie, lizałam rany po kolejnych wielkich rozczarowaniach (zapewne miłosnych) i doskonale pamiętam, że założenia filozofii tao wydawały mi się wtedy bardzo sensowne. 

sobota, 22 listopada 2014

Za własne grzechy


Wpadłam do mieszkania jak burza, strącając torbą stojącego na półce przy drzwiach drewnianego anioła. Janek, bo tak się przyjęło go nazywać, wyrżnął z impetem na posadzkę w przedpokoju, łamiąc sobie z trzaskiem lewe skrzydło.

wtorek, 11 listopada 2014

Listy


Dawno dawno temu, kiedy nastroje społeczne były dużo bardziej romantyczne niż w dzisiejszych czasach, ludzie pisali listy. Nagminnie! Pisało się w różnych celach - żeby poinformować bliskich, że się właśnie leży plackiem na plaży w Sopocie, albo, że wydarzyło się coś ważnego, co absolutnie wymaga zapełnienia dwóch kartek (czyli czterech stron długich zdań, pisanych drobnymi literami), albo właśnie nie wydarzyło się nic - przecież o tym też można było pisać dużo i namiętnie. 

niedziela, 2 listopada 2014

Ziemia płomieni


"Gomorra" to wyzwanie. Nie ze względu na wszechobecną przemoc. Nie boję się brudnej, typowo męskiej literatury. Bardziej przeraziła mnie atmosfera absolutnej rezygnacji, przyzwolenie na ból i strach. Niemoc i bezradność są chyba gorsze niż brutalna śmierć...

czwartek, 23 października 2014

Kiedy zapada zmrok, czytam blogi


Ktoś mi kiedyś powiedział, że prawdziwy bloger nie czyta innych blogów. Nie tylko dlatego, że jest zbyt zapatrzony we własne treści. Przed wszystkim nie ma na to czasu. Nie ma czasu, bo jest blogerem. Na pewno słyszeliście, jakie to absorbujące zajęcie. Blogerzy praktycznie non stop piszą, a jak akurat nie piszą, to myślą o tym co napiszą za chwilę. Albo robią zdjęcia do tekstów, które napiszą za chwilę. Albo prowadzą ożywione rozmowy z innymi blogerami. O blogach, rzecz jasna. A trzy czwarte życia zajmuje im trzymanie głowy w laptopie, więc siłą rzeczy, mają trochę zawężone pole widzenia. Najczęściej ich pole widzenia skupia się na ich blogu.

niedziela, 19 października 2014

Bądźmy poważni


Szósta rano. Scenerię z jakiejś pięknej bajki przerywa bezwzględne wycie budzika...Wciąż dryfując po obłokach marzeń sennych, macham ręką w przestrzeni, w poszukiwaniu telefonu. Znajduję go w końcu pod poduszką. Tylko paranoicy i masochiści lubiący brutalne pobudki, śpią z telefonem pod poduszką... Zastanawiam się przez chwilę, do której grupy można mnie zaliczyć, ale szybko porzucam dalsze analizy, usiłując złapać jeszcze znikający, senny obraz. Nie jestem do końca pewna, co mi się śni, ale wiem, że nie chcę się budzić...

niedziela, 12 października 2014

Opowieści jesienne


Czasem po prostu coś nie wychodzi i już. Tak już jest ten świat skonstruowany, że nie na wszystko mamy wpływ. Ponadto, łatwiej coś zepsuć niż naprawić, a tym samym złe rzeczy przytrafiają się w życiu znacznie częściej, niż te dobre - przynajmniej tak to wygląda w moim przypadku... Szłam sobie po Wiatraczniej, rozmyślając o sensie istnienia, aż nagle zorientowałam się, że moje nogi instynktownie przywiodły mnie do miejsca, w którym smutek choć na chwilę ginie pod stertą używanych ubrań...

sobota, 13 września 2014

Księżniczka


Życie Grace Kelly na pierwszy rzut oka przypominało bajkę – młoda, piękna dziewczyna w krótkim czasie staje się gwiazdą filmową i ikoną stylu dla milionów kobiet na całym świecie, po czym rzuca Hollywood dla księcia Monako. W bajkach takie scenariusze kończą się słynnym „i żyli długo i szczęśliwie...”. Jednak życie Grace Kelly nie było wcale usłane różani, a rola księżniczki, jaką przyszło jej grać, była najtrudniejszą rolą jej życia.

niedziela, 7 września 2014

Wonder Woman


Jestem już spóźniona. Bardzo. Nienawidzę się spóźniać. Zwykle w takich momentach moja podświadomość podpowiada mi, że chyba lepiej już odpuścić, odwołać spotkanie, na które miałabym wtargnąć z ogromnym poślizgiem, zziajana, sapiąca jak nosorożec i przejść przez wielką salę czując na sobie ponad pięćdziesiąt par oczu. Nie, normalnie bym zadzwoniła i wytłumaczyła, że właśnie stało się coś, co absolutnie uniemożliwi mi uczestniczenie w tej imprezie. Wzięłabym kilka głębokich oddechów i bardzo przekonująco, z ogromnym bólem w głosie oznajmiłabym, że właśnie zacięłam się w windzie, wiszę między ósmym a dziewiątym i ogromnie żałuję, ale sami rozumiecie - siła wyższa...

piątek, 5 września 2014

Towarzyszka Panienka - recenzja książki


Monikę Jaruzelską trudno zaszufladkować. Jest osobą publiczną, ale nie jest celebrytką. Jest miłośniczką dobrego stylu, ale nie koncentruje się jedynie na modzie. Jest pilnym obserwatorem politycznego życia, ale nigdy nie chciała poświęcić się polityce. I wreszcie, jest córką swojego ojca i wcale nie utrudnia jej to realizacji marzeń. Niedawno skończyła 50 lat i choć nie czuje presji ulatującego czasu, gdzieś w głowie narodziła się potrzeba podsumowania swojego życia. Tak powstała "Towarzyszka Panienka" – nie autobiografia, raczej swobodnie napisane wspomnienia z życia córki polskiego generała. Już na samym początku jej książki zdumiewa, że jest to wbrew pozorom historia zwyczajnej dziewczyny.

niedziela, 31 sierpnia 2014

Szczęście trzeba sobie stworzyć


Spośród wszystkich książek, jakie miałam okazję przeczytać do tej pory, najbardziej poruszyły mnie te ujmująco szczere, których autor jest pilnym obserwatorem codziennego życia i skrupulatnie zapisuje prostym, oszczędnym językiem, każdą pojedynczą chwilę, która go zachwyciła. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, Krystyna Janda okazała się w tym temacie prawdziwą mistrzynią. W lipcu ubiegłego roku, po 13 latach, wydawnictwo WAB wznowiło nakład jednej z pierwszych książek Jandy. Moja droga B, to pozycja obowiązkowa dla wszystkich - nie tylko dla miłośników jej twórczości.

niedziela, 24 sierpnia 2014

Tak mnie wychowano


To był któryś z tych zwykłych, sobotnich poranków, gdy można pospać dłużej, o ile się nie zatraciło umiejętności spania... Wstałam o absurdalnie wczesnej, jak na sobotę, porze i skierowałam się prosto do kuchni w poszukiwaniu pożywienia. Wsypałam do ulubionej miski resztki musli, dodałam trochę orzechów i pestek słonecznika, usiadłam na krześle, zadowolona z tak sprawnej organizacji śniadania przy tak niskim stopniu przytomności, po czy zdałam sobie sprawę, że w lodówce nie ma ani grama jogurtu. Ani kropli mleka. Nic. Dlaczego dobrym ludziom zwykle przytrafiają się takie straszne rzeczy? 

piątek, 15 sierpnia 2014

Dziewczyna z poczty


Gdyby Stefan Zweig nadal żył, pewnie dalej pisałby o samotności i odrzuceniu. Dziś niewątpliwie miałby ku temu o wiele więcej powodów, niż 80 lat wstecz, kiedy powstała jego ostatnia powieść – „Dziewczyna z Poczty”. Zapomniana na długie latach twórczość tego wybitnego austriackiego pisarza, dziś przeżywa właśnie drugie objawienie. Mimo przemian społecznych i przepaści czasu, historie, które tworzył Zweig, nie straciły nic na swojej aktualności...

piątek, 8 sierpnia 2014

Chcę już tylko tak

 

- Ale powiedz, czy on nie jest rozkoszny?
- Jest.
- Jakie ma małe łapki i paluszki!
- Ma. 
- Nieprawdopodobne!
- Mhm.
- No dalej, A! Weź Boryska na ręce! Cio Boryśku? Idziemy do cioci? Powiedz cioci "cieść ciociu"!

Siedzimy sobie z B w wielkim, przestronnym salonie, pijemy kawę i patrzymy, jak po dywanie czołga się tłuściutki, różowy bobas. B jest wniebowzięta, ja trochę mniej, ale robię dobrą minę do złej gry. B na szczęście niczego nie zauważa. Jest całkowicie zaabsorbowana wycieraniem Boryskowi zasmarkanego noska. 

niedziela, 27 lipca 2014

Chacun chez soi, czyli każdy u siebie


Nigdy więcej - obiecuje sobie X, usiłując stłumić czkanie koleją lampką wina. Już ok, wodospad łez zahamowany. Zaraz X wróci do domu, zmyje z twarzy rozmazany od płaczu make up, wskoczy do łóżka i rano obudzi się jako zupełnie inna, niezależna, pewna siebie kobieta, dla której liczy się tylko wolność i seks... A przynajmniej taką wizję pewnie miałaby dla X jakaś bardzo wyzwolona scenarzystka, gdyby podjęła się napisania dalszych losów jej życia. 

sobota, 19 lipca 2014

Rodzina


Znowu przejechałam przystanek... A właściwie, trzy przystanki. Zanim zorientowałam się gdzie jestem, minęło kilka minut. Zanim dotarłam do celu swojej podróży, minęła godzina. Oto cena, jaką się płaci za nałóg czytania. Tym razem winę ponosi "Rodzina" - najnowsza książka Moniki Jaruzelskiej. Fakt, że chłonęłam ją, zupełnie tracąc poczucie rzeczywistości, jest chyba najlepszą rekomendacją. 

niedziela, 13 lipca 2014

Depresja artysty


Fundamentem wielkich dzieł są wielkie tragedie i głębokie załamania - taka teza przyszła mi do głowy, gdy któregoś dnia, jadąc zatłoczonym autobusem, czytałam sobie Lema. Nie, właściwie, takie myśli nawiedzały mnie już dużo wcześniej. Pochłaniając opowiadania Alice Munro, byłam przekonana, że coś tak fantastycznego mógł napisać tylko ktoś dotkliwie pokiereszowany przez życie. Albo gęsty, niepokojący mrok u Emily Brontë i  F. Scotta Fitzgeralda. No i Stefan Zweig, którego kocham chyba właśnie za permanentną depresję, będącą podwaliną jego dzieł i przyczyną tragicznego końca... Zaintrygowana swoimi wnioskami, postanowiłam grzebać dalej - okazuje się, że podobnych przykładów jest całe mnóstwo. Pisarz, to ktoś, kto się smuci, a na wielkich smutkach powstaje wielka literatura.